Co działo się w minionym sezonie Primera División

¡Olé! Magazyn

Podsumowują: Dominik Piechota, Marcin Serocki, Piotr Dyga i Piotr Laboga

Według redakcji Magazynu „¡Olé!”…

Najważniejszy moment sezonu — finał Pucharu Króla
Copa del Rey, z pozoru najmniej ważne trofeum, stało się narzędziem służącym do kształtowania rzeczywistości, bowiem całkowicie zmieniło postrzeganie sezonu przez Atlético i Real Madryt. Dla Królewskich była to ostatnia szansa na ratowanie humorów (i ambicji) kibiców oraz José Mourinho, ale ostatecznie skończyli rozgrywki z pustymi rękoma. Natomiast Rojiblancos przypieczętowali historyczną kampanię, górując nad największym rywalem po czternastu latach posuchy.

Młody zawodnik sezonu — Isco
21-latek bezpardonowo wszedł do panteonu gwiazd Primera División. Z każdym sezonem udowadnia, że może zagwarantować swojemu klubowi jeszcze więcej. Już nawet nie idzie o 16 goli oraz 10 asyst, już nawet nie mówimy o ćwierćfinale Ligi Mistrzów, już nawet nie wspominamy o reprezentacji Hiszpanii. Po prostu wymowny jest fakt, że krwiożerczą walkę toczą o niego Manchester City z Realem Madryt. Jeżeli Isco zdobędzie kiedyś Złotą Piłkę, na pewno nie będzie to wielkie zdziwienie.

Transfer sezonu — Patrick Ebert
Niemiec wniósł nową jakość do Realu Valladolid, stając się piłkarzem znacznie lepszym od partnerów z drużyny. Bramkarze (rywali) drżeli na linii bramkowej, kiedy 26-latek szykował się do uderzenia, a niektórych jego dryblingów nie powstydziłby się sam Leo Messi. Kto wie, może gdyby Patrick nie był taki kontuzjogenny, to już grałby w reprezentacji pod okiem Joachima Löwa.

Odkrycie sezonu — Carlos Martínez
Zawsze był tylko jednym z wielu, o ile nie tym, na którego (głównie) spadały słowa krytyki. Natomiast tegoroczna kampania zupełnie zmieniła postrzeganie 27-latka. Hiszpan wszedł na poziom reprezentacyjny, wprowadzając jednocześnie swój klub do Ligi Mistrzów. Na sukces wpłynęła nie tylko dojrzałość w defensywie, lecz także umiejętności gry z przodu. W takiej dyspozycji Martínez mógłby uczyć dośrodkowań samego Beckhama.

Rozczarowanie sezonu — Adrián
Porównajmy dwa ostatnie sezony 25-latka, niebo a ziemia. Po tym jak Hiszpan był ojcem tryumfu w Lidze Europy oraz przywdział trykot La Roja, wszyscy spodziewali się wejścia na jeszcze wyższy poziom. Natomiast sam Adrián rozegrał tylko dwa mecze w pełnym wymiarze czasowym. Reszta to rola typowego rezerwowego, wchodził w końcówce lub szybko opuszczał murawę. Mówiąc łopatologicznie, chłopak spokraczniał.

Cabajada sezonu, czyli najwięszy klops bramkarza — Courtois kontra Valladolid
Młody, piękny, utalentowany i nad wyraz sympatyczny Belg, nowomianowany Zamora La Liga, nie jest pozbawiony słabości. Najwyraźniej największą z nich jest bronienie uderzeń Alberto Bueno z dystansu. W meczu z Realem Valladolid bramkarz Atléti wypuścił piłkę z rąk w sposób nie tylko żałosny, ale też komiczny.

Najbardziej twórczy arbiter, czyli czego nie dojrzy, to zapewne wymyśli — Muñiz Fernández za czerwoną kartkę dla Reyesa
Muñiz Fernández to sędzia, który ma w sobie coś z pięcioletniej dziewczynki — bardzo lubi być w centrum uwagi. W meczu Sevilli z Espanyolem arbiter wyrzucił z boiska José Antonio Reyesa, bo ten źle zrozumiał sygnalizację gwizdkiem i za szybko wykonał rzut wolny. Zbrodnia!

Najlepszy aktor, czyli kiedy Steve Martin pójdzie na emeryturę, zastąpi go… — Cesc Fàbregas
Katalończyk w meczu z Sevillą zachował się niegodnie. Podszedł do Gary’ego Medela, zderzył się z nim, a następnie złapał się za twarz i udawał, że został zmasakrowany. Podobno nagranie tego incydentu służy dziś za materiał instruktażowy studentom szkół aktorskich. Marnych szkół aktorskich.

Złotousty, czyli najbardziej barwna sylwetka ligi — José Mourinho
Czy wybór mógł być inny? Niezliczone ataki, kontrowersje, jawne kpiny, niespodziewane hołdy… Nam w pamięci najmocniej utkwiła jednak prosta wymiana zdań z asystentem trenera Atlético, Mono Burgosem, który zapewnił Portugalczyka, że ma w planach urwanie mu łba. Mourinho z miną niewiniątka zapewniał później, że on z kolei nie ma zielonego pojęcia, kim rzeczony Burgos jest.

Stylówka sezonu, czyli największe przemiany — wąsy Zurutuzy
Wielu kibiców do dziś twierdzi, że widok Davida Zurutuzy z wąsami żywcem wyjętymi z lat 70-tych był dla nich jednym z najważniejszych wydarzeń w życiu. Bask z zarostem w stylu retro wyglądał tak imponująco i egzotycznie, że komentatorzy mieli spory problem, by skupić się na meczu i nie rzucać co chwilę uwag na temat facjaty pomocnika.

Obiekt westchnień, czyli oczko w głowie fanów — Óliver Torres
Óliver jest melodią przyszłości, ale jego występy budzą poruszenie już dziś. Wszyscy świadomi jego talentu dokumentują każde pojawienie się na boisku młodziaka. Ten odwdzięczył się swym fanom w ostatniej kolejce, wiążąc nogi trzem obrońcom Saragossy i lobując z niemal zerowego konta Leo Franco. Po tej akcji raczej nie będzie o nim ciszej.

Najlepszy zabieg PR-owski, czyli marketingiem do serc kibiców — Valencia
W Walencji krew się lała. Ale nie na darmo. Za oddanie bezcennych, życiodajnych płynów ustrojowych można było zdobyć wejściówkę na mecz Los Ches z Málagą. Świetne połączenie przyjemnego z pożytecznym. Każdy obdarowany biletem fan może teraz z dumą powiedzieć, że przelał krew za ukochaną drużynę.

Największy zapchajdziura, czyli zagra tam, gdzie mu rozkażesz oraz wtedy, kiedy mu rozkażesz — Adriano
Adriano przybył do Dumy Katalonii jako pomocnik. Szybko został przemianowany na defensora, okazjonalnie ustawianego na pozycji skrzydłowego. W tym sezonie byliśmy jednak świadkami prawdziwego hitu — z Brazylijczyka zrobiono obrońcę. Co będzie następne? Cóż, z Barceloną żegna się powoli Víctor Valdés…

Największy kolaborant, czyli odwieczna zagadka: z nami czy przeciw nam? — Wakaso Mubarak
Ghańczykowi zdarza się zagrać w błyskotliwy sposób. Czasami ktoś mu jednak złośliwie wyłącza pod kopułą światełko i dzieją się cuda. W derbowym spotkaniu z Barceloną zawodnik Espanyolu oprotestowywał decyzję Fernándeza Borbalána tak długo, aż ten wlepił mu jedną, a potem drugą kartkę. Zupełnie jakby mu na tym zależało.

Największy ściemniacz, czyli kłamstewka i oszustwa — Adil Rami i jego Gangnam Style
Kłamstwo ma krótkie nogi? W przypadku Adila Ramiego te nogi tańczą, po czym cierpią w bólach. Francuski obrońca Valencii wymigał się od spotkania z Espanyolem kontuzją. Miast leczyć uraz, udał się jednak do Lille, gdzie nagle odżył i na koncercie charytatywnym pląsał w rytm Gangnam Style. Boska sprawiedliwość pokarała niepokornego defensora w nagrodę pogłębieniem urazu. Ponadto, pech chciał, że jego radosne swawole sekretariat techniczny mógł obejrzeć na YouTube.

 

Według komentatora nc+, Piotra Labogi…

Najważniejszy moment sezonu — porażki Realu Madryt z Getafe, Betisem i Sevillą
Oto trzy spotkania, które zadecydowały o tym, jak wyglądał sezon w dalszej części rozgrywek. Trzy błędy, trzy potknięcia, trzy wpadki. To był początek dramatu Królewskich. Wtedy było już wiadomo, że musi zdarzyć się cud, aby Real zdołał obronić mistrzowski tytuł.

Młody zawodnik sezonu — Isco
Piłkarz Málagi przewyższa swoich rówieśników o kilka klas, więc wybór jest chyba oczywisty. Zastanawiałbym się jeszcze nad Léo Baptistão, lecz on mógłby walczyć raczej o miano odkrycia ligi. Bez wątpienia, Isco z wiadomych względów. To geniusz!

Transfer sezonu — Jordi Alba
Z każdym meczem dynamiczny boczny obrońca notuje progres. Katalończyk to czołówka obrońców na świecie, a Barcelona zapewne nie żałuje ani jednego euro wydanego na 24-latka. Jordi potwierdza formę zarówno w klubie, jak i reprezentacji, gdzie nie ma już żadnej konkurencji.

Odkrycie sezonu — Dorlan Pabón
Rewelacyjny facet, dawno nie widziałem zawodnika, który z taką łatwością wprowadziłby się do nowej drużyny. Wszedł do Betisu bardzo płynnie, demonstując ogromny potencjał i wielkie umiejętności. Wprowadził Andaluzyjczyków na odpowiednie tory, pomógł w ukierunkowaniu. Nie mam wątpliwości co do tego wyboru. Co prawda, widzieliśmy go tylko na wiosnę, lecz to nie zmienia jego newralgicznej roli, jaką pełnił w klubie.

Rozczarowanie sezonu — Real Madryt oraz Sevilla
Kto rozczarował? Na pewno Gonzalo Higuaín i Karim Benzema. Zawiódł również Pepe. W zasadzie, cała drużyna Królewskich to jedno wielkie rozczarowanie, bo mieli ruszyć do przodu, a utknęli w martwym punkcie, wykańczając się samemu. Dorównać im może tylko Sevilla, która też zawiodła pod każdym względem. Fatalnie grali piłkarze, nietrafione były zatrudnienia trenerów. Mimo awansu do europejskich pucharów, zupełnie nie zasłużyli na tę Ligę Europy.

Cabajada sezonu, czyli najwięszy klops bramkarza — Wilfredo Caballero kontra Espanyol
Argentyńczyk należy do bramkarskiej czołówki ligi, jednakże nie jest nieomylny. W pojedynku z Espanyolem wypuścił piłkę z rąk po dośrodkowaniu z rzutu rożnego, kiedy w zasadzie nikt go nie atakował. Sytuację wykorzystał Diego Colotto, a klub z Andaluzji nie podniósł już się w tym spotkaniu. Jak widać, nawet Willy’emu przytrafiają się błędy, choć akurat ten był absurdalny.

Najbardziej twórczy arbiter, czyli czego nie dojrzy, to zapewne wymyśli — Muñiz Fernández
Każdy kto ogląda Primera División, będzie zgodny w tym wyborze. Arbiter urodzony w Belgii robi wręcz wszystko, żeby stać się bohaterem każdego meczu, w którym dane mu jest trzymać w ręce gwizdek. Nie można wyróżnić żadnej sytuacji, bo całokształ jego pracy woła o pomstę do nieba.

Najlepszy aktor, czyli kiedy Steve Martin pójdzie na emeryturę, zastąpi go… — paczka z Barcelony
Trudno kogokolwiek wyróżnić, ale laureatów nagrody szukałbym w Katalonii. Co prawda, zdarzają się symulacje także innym piłkarzom, lecz to zawodnicy Dumy Katalonii najbardziej zapadają w pamięć swoimi abstrakcyjnymi padami na ziemię. Cesc Fàbregas, Jordi Alba, Alexis Sánchez — każdy miał swoje pamiętne sceny. Przynajmniej Sergio Busquets robi wszystko, żeby odczepić od siebie nieprzyjemną łatkę.

Złotousty, czyli najbardziej barwna sylwetka ligi — Míchel
Z pewością lepszy orator niż trener. Ten facet na wszystko miał wytłumaczenie, do tego przekraczające granice absurdu. Nie było sytuacji ani porażki, której Míchel nie zdołałby wytłumaczyć losowymi lub nic nieznaczącymi wydarzeniami. Z Sevilli został wyrzucony, ale w Grecji kontynuuje omamianie mediów swoją sztuką przemawiania.

Stylówka sezonu, czyli największe przemiany — kucyk Sergio Garcíi
Niechlujny wygląd Katalończyka to była w lidze hiszpańskiej codzienność. Niestarannie splątany kucyk przypominał uczesanie człowieka wyciągniętego prosto z ulicy. Metamorfoza 30-latka zmieniła go nie do poznania. Sergio po ścięciu włosów nabrał trochę schludności. Być może teraz defensorów będzie straszył strzelecką formą, a nie szalonym wizerunkiem.

Obiekt westchnień, czyli oczko w głowie fanów — Diego Costa
Wejście Brazylijczyka na boisko zawsze wywoływało multum emocji, bardzo skrajnych. Część fanów była w nim ślepo zakochana, a reszta zrobiłaby wszystko, żeby nigdy więcej nie oglądać jego oblicza. Charakterny napastnik swoimi starciami gwarantował, że sympatycy Atlético nie mieli prawa zasnąć. Diego Costa nie miał do czynienia ze zwrotem „niedostatek emocji”.

Najlepszy zabieg PR-owy, czyli marketingiem do serc kibiców — Valencia
Wiele było akcji, promocji czy projektów, jednak zabieg walenckiego klubu wybiegł nawet przed zabawy koszulkowe Realu Sociedad oraz Sevilli. Nie dość, że włodarze Nietoperzy przyciągnęli fanów na stadion, to jeszcze zrobili to w słusznej sprawie. Oddanie krwi za bilet, takie proste, ale jakie szlachetne.

Największy zapchajdziura, czyli zagra tam, gdzie mu rozkażesz oraz wtedy, kiedy mu rozkażesz — Michael Essien
Ghańczyk był przyzwoitym wzmocnieniem, bowiem uzupełniał skład, kiedy tylko była taka potrzeba. I co najważniejsze, uzupełniał zazwyczaj w sposób pozytywny. Mourinho mógł zawsze na niego liczyć, bo uniwersalny pomocnik nie czuł się gorszy nawet na boku obrony. Żadna pozycja mu nie straszna, ponieważ w równie dobry sposób może strzelać gole, jak i zatrzymywać szybkich skrzydłowych.

Największy kolaborant, czyli odwieczna zagadka: z nami czy przeciw nam? — Gary Medel
Czasem można się zastanawiać nad zdrowiem psychicznym Chilijczyka. Nie można przewidzieć momentu, kiedy u 25-latka załączy się agresor. Wtedy to już jego kolegom wypada tylko współczuć. Podobnie było w derbach Sewilli, kiedy to przy prowadzeniu 3:0 Medel otrzymał czerwoną kartkę. Końcowy rezultat, 3:3, mówi wszystko o nieprzemyślanym zagraniu pomocnika.

Największy ściemniacz, czyli kłamstewka i oszustwa — Damien Perquis i rozcięta ręka
Betis nie jest dobrym przykładem dla młodzieży, na którą tak owocnie zamierza stawiać. Klubowy lekarz ogłosił, że reprezentant Polski na początku marca rozciął sobie rękę podczas treningu na siłowni. Jak się później okazało, Damien urazu doznał, przenosząc lustro w domowym zaciszu. Klub szybko zorientował się, że kłamstwo ma krótkie nogi. Głupkowata kontuzja i jeszcze głupsze zatajenie jej przyczyny.

Nagroda im. Magazynu „¡Olé!” — Andrés Iniesta

Bajeczna technika użytkowa, wysublimowane zwody, czarodziej z piłką przy nodze. Na każdym kroku Iniesta ośmieszał rywali, więc po jego zagraniach na trybunach najczęściej krzyczano „¡Olé!”.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *