Esteban Granero

Autor: Jacek Staszak

„Niedostępni: Wright-Phillips (kostka), Campbell (stopa), Granero (kryzys egzystencjalny)” — tak jeden z użytkowników Twittera przedstawił listę nieobecnych przed meczem Queens Park Rangers. W oczy rzuca się oczywiście żartobliwa adnotacja przy nazwisku Estebana Granero. A raczej sugestia, że Hiszpan jest piłkarzem innym niż wszyscy.

Esteban Granero

U „zwyczajnego” piłkarza dzień obraca się ciągle wokół tego samego. Pomimo treningów, wyjazdów i absorbujących obozów przygotowawczych, zawodnicy mają dość sporo wolnego czasu. Wykorzystują go głównie po to, by powygłupiać się ze znajomymi, wrzucają na Instagrama zdjęcia ze swoimi dziewczynami i bawią się w nocnych klubach. Krócej: marnotrawią czas i pieniądze.

„Jedni robią głupoty, a drudzy studiują psychologię” — chciałoby się rzecz, przedstawiając postać Estebana Granero. Dla wychowanka Realu studia są odskocznią od piłkarskiej rzeczywistości, pozwalają odetchnąć od presji i stresu związanego z futbolem. „To nie kwestia czasu, bo tego, jako piłkarze, mamy sporo, choć głównie spędzamy go myśląc o piłce. Trudno zacząć myśleć o czymś innym, szczególnie, gdy grasz dla Realu. Dlatego ważne jest, by robić coś innego. To niekoniecznie musi być psychologia, można poczytać książkę, obejrzeć film albo posłuchać muzyki, cokolwiek” — mówi Pirat.

Transfer do londyńskiego QPR przerwał naukę hiszpańskiego pomocnika, jednak nie oznaczało to odpuszczenia przez Granero intelektualnej części jego osobowości. Pierwszy wolny dzień w nowym klubie wykorzystał bowiem na wycieczkę do uniwersytetu w Oksfordzie. Choćby tylko po to, by wsiąknąć tamtejszą akademicką atmosferą, poczuć tę wiszącą w powietrzu mądrość. „Poczułem się tam mały, ale to było takie inspirujące, wystarczyło mi tylko się przechadzać i oglądać tych ludzi” — zwierzał się Granero w wywiadzie dla „Daily Telegraph”.

Choć w Anglii chciał grać od małego, bo jak sam mówi — podwładni Elżbiety II zupełnie inaczej odbierają ten sport, czując go w bardzo specyficzny sposób, to życie w innym mieście niż Madryt nie należało do najłatwiejszych. Przegrana walka o utrzymanie i długie miesiące odcięcia od rodziny na pewno były bardzo trudne, choć Granero znalazł sposób, by umilić sobie ten ciężki okres. „Dziękuję tym, którzy byli ze mną w Londynie” — tak piłkarz QPR podpisał zdjęcia na portalu Instagram przedstawiające pokaźną kolekcję powieści, noweli i tomików poezji. Gdy jedni piłkarze poznają panów Beama, Walkera i Danielsa, Granero spotyka się z Dostojewskim, Bukowskim, Conradem i Huxleyem.

„Można szukać inspiracji w muzyce lub literaturze albo uczyć się od innych. Ja uwielbiam się uczyć, to coś wspaniałego i jeśli tylko masz otwarte oczy i umysł, wiele poznajesz” — mówi Granero. Człowiek często wylicza, które książki przeczytał, w przypadku Hiszpana widać zaś, że jest on wielkim molem książkowym i nie boi się kontaktu z autorami nawet najbardziej wymagającymi. Poznał on, że trudno znaleźć rzeczy pewne, zobaczył różnorodność punktów widzenia i mnogość wynikających z nich teorii.

Stąd też w umyśle Granero, owładniętym przez niepewność i egzystencjalny lęk, wyrosła potrzeba szukania prostych wartości. Hiszpan docenia inność ludzi i uważa, że każdy ma coś dobrego w sobie. Na pytania o autorytety nie brnie w patetyczne odpowiedzi. „Najbardziej podziwiam moją matkę, ojca i moje rodzeństwo. Nie muszę szukać dalej, to oni są dla mnie przykładem, cała czwórka. Mogę powiedzieć, że podziwiam Boba Dylana, ale oni przerastają innych o kilka długości” — mówi hiszpański pomocnik. Jak sam dodaje, bardziej martwi się o bliskich niż o siebie, choć jego zdaniem jest to normalne.

Jaki poza boiskiem, taki sam jest Granero na murawie. To drużyna jest najważniejsza i wszystko, co Pirat robi na boisku, podporządkowane jest wyższym celom. Obdarzony wyśmienitą techniką pomocnik nie używa jej do popisów i sztuczek, skupia się raczej na prostych zagraniach, uczestniczeniu w wymianie podań, cały czas uczestniczy w grze i oferuje kolegom dodatkową opcję w rozegraniu, często notuje też kluczowe podania. „Jestem piłkarzem technicznym, co jest cenione w Anglii, ale wiem, że gdyby to była moja jedyna zaleta, to nie miałbym tutaj czego szukać. Mogę dla drużyny zrobić wiele — bronić, walczyć, odbierać” — zarzeka się Granero. I rzeczywiście, Pirat ma w sobie zacięcie do walki, nie boi się gry kontaktowej, nawet w szybkiej Premier League.

Problem tkwi w tym, że cała filozofia gry Granero: skromność i oddanie się drużynie skazuje Hiszpana na częste i przez to uwłaczające bycie w odstawce. Nie gra on widowiskowo, a często trenerzy wybierają piłkarzy bardziej wyróżniających się innym stylem gry. Harry Redknapp wolał widzieć w środku pola QPR atletycznych zawodników, a choć w Realu Madryt José Mourinho uważał, że Esteban zastąpi kiedyś Xabiego Alonso, jednak do Królewskich trafił Luka Modrić i w hierarchii środkowych pomocników Granero musiał ustąpić miejsca przychodzącemu z Tottenhamu Chorwatowi.

„Bolało mnie to, że zostawiłem Granero na trybunach przeciwko Sociedad, bo nikt nie pracuje tak, jak on. Esteban najlepiej czuje się w diamentowym 4-4-2, nikt lepiej z Realu w tej formacji by nie zagrał. Jest dobry motorycznie, inteligentny i do tego ma wielkie serce do gry, zawsze chce pomóc.” — tak po meczu z Txuri-Urdin mówił były już trener Realu José Mourinho. Ten cytat dobrze podsumowuje przygodę Granero z seniorską piłką w Królewskich. Ze swojej strony wykonywał wszystko perfekcyjnie, czegoś zawsze musiało jednak brakować, choć wydaje się, że chyba tylko sławy i gwiazdorskiej reputacji.

Mimo swego rodzaju odrzucenia przez galaktyczny Real, w sercu Granero ten klub zawsze będzie zajmował szczególne miejsce. „Real zrobił ze mnie piłkarza, nauczył mnie wszystkiego. „Byłem tam, odkąd miałem 8 lat. Wychowywałem się tutaj i doświadczyłem wspaniałych, ale też i gorszych chwil. Tutaj też dorosłem. Przechodzenie przez wszystkie szczeble madryckiej cantery to najlepsza rzecz, jaka może się piłkarzowi przytrafić. Pamiętam moich trenerów, pamiętam wszystkich, którzy tutaj byli. Pamiętam jazdę metrem na Bernabéu na mecze Ligi Mistrzów. Pamiętam, bo to jest wszystko, co odcisnęło na mnie piętno. Bez Madrytu moje życie nie byłoby takie samo”— zwierza się Hiszpan.

Pirat uznał jednak, że pora na nowe wyzwania i z radością przyjął wiadomość o zainteresowaniu QPR. Ten ruch zresztą polecał mu jego serdeczny kolega Juan Mata, a także, niemalże mentor — Xabi Alonso. Bask ma na tyle duży wpływ na Granero, że ten w Londynie gra z „14” dla uhonorowania swojego bardziej utytułowanego kolegi. Zaznacza, że przed laty Xabi był dla niego idolem, a nawet dalej jest z uwagi na to, jak mistrz Europy go traktuje. Przemiana z idola w dobrego kolegę nie jest zbyt częsta —życie weryfikuje nawet najlepsze wyobrażenia, gdy ktoś, kogo idealizujemy, okazuje się być zwykłym gburem. Xabi Alonso pomagał młodszemu Hiszpanowi, często rozmawiali o książkach, a także komplementował go w wywiadach, nazywając Granero przyszłym wielkim piłkarzem Realu. Esteban nie pozostawał dłużny i określił Xabiego mianem geniusza i przykładu dla innych.

Mimo tego, że to Real jest klubem numer jeden dla Granero, będąc piłkarzem QPR nie zapominał o kibicach londyńskiej drużyny. Dobrze rozumiał, że nie mają wiele powodów do radości, potrafił więc znaleźć dla nich czas, by podpisywać koszulki, rozmawiał z nimi na Twitterze, zapewniał o swoim zaangażowaniu i poświęceniu dla barw klubu ze stolicy Anglii. Skromność i klasa.

Wielu pewnie by powiedziało, że Granero minął się z powołaniem, jego introwertyczna osobowość nie pasuje do piłki. Możliwe, że Pirat często o tym rozmyślał, bo jak sam mówi, zarówno te pierwsze, jak i te najświeższe wspomnienia wiążą się z piłką. Wszystko więc, co Esteban pamięta, jest związane z futbolem. „Bez niego nie wyobrażam sobie życia” — dodaje. Tak przedstawiona sprawa była raczej gruntownie przemyślana.

Granero jest człowiekiem piłki, takim samym, jak inni. Myśli jednak innymi kategoriami i na trochę innych falach. Nie każdy trener potrafi to dostrzec i odpowiednio wykorzystać. Najlepsze lata kariery Granero wiązały się z grą w barwach Getafe, drużyny z przedmieść Madrytu. Tam najpierw dotarł do finału Pucharu Króla, a w następnym sezonie powtórzył ten wyczyn, dokładając do tego również udział w ćwierćfinale Pucharu UEFA. Wracającego w 2009 roku do Realu prezydent Getafe Ángel Torres nazwał Pirata „wielkim piłkarzem”.

Granero dobrze czuje się w drużynach takich, jak wyżej wspomniane Getafe, gdzie ma zaufanie trenera, który zapewnia mu bycie jedną z wiodących postaci drużyny. W Realu zawsze byli lepsi, bardziej popularni; w QPR z kolei nie pasował do koncepcji szkoleniowca. Teraz mówi się, że Hiszpan mógłby wrócić do ojczyzny i występować w La Liga w koszulce Realu Betis lub też zostać w Anglii i walczyć o dobrą lokatę z Southampton. Na razie zawodnik nabiera wody w usta i nastawia się na grę w Championship z QPR, choć doprawdy trudno sobie wyobrazić, żeby taki talent miał się marnować, nie grając na najwyższym szczeblu rozgrywek.

Może dobrym pomysłem byłby powrót pod skrzydła Michaela Laudrupa (z Duńczykiem Granero współpracował w Getafe), który jest trenerem Swansea? A może kreatywności w środku pola szuka najbardziej hiszpańska z włoskich drużyn — Fiorentina? Dla obu stron może być to strzał w dziesiątkę. Viola szuka nowych rozwiązań, na które otwarty jest jej trener Vincenzo Montella. A Granero? Jeżeli tylko nie zgubi się gdzieś na lawendowych polach Toskanii w okolicach San Gimignano z albumem o zbiorach Galleria degli Uffizi w ręce, dla powracającej do grona głównych sił calcio drużynie stanowić może spore wzmocnienie. Czego chyba wszyscy mu życzymy.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *