Fantastyczna nauczka

Autor: Michał Zachodny

„Nie sądzę, bym specjalnie dla niego rozbijał klubowy budżet” — stwierdził z kwaśną miną Dougie Freedman, menedżer Bolton Wanderers. Nie był do końca zadowolony z poniekąd wymuszonej deklaracji, bo wiedział, że tym samym traci pozycję lidera w wyścigu o podpis Marcosa Alonso pod nowym kontraktem

Alonso

Stąd szkoleniowiec siódmego zespołu npower Championship, który tylko dużo gorszym bilansem bramek przegrał szansę walki w fazie play-off o ostatnie miejsce w Premier League, ograniczał się do twierdzenia, że dla lewego obrońcy z Hiszpanii Bolton to najlepsze miejsce do rozwoju. „To kapitalny gość do współpracy, obecnie rozgląda się za możliwymi ofertami, jednak jesteśmy w tym wyścigu razem ze wszystkimi innymi” — dodawał Freedman w połowie kwietnia.

Zapewne to ostatnie spotkanie sezonu zadecydowało o tym, że Alonso nie zostanie na Reebok Stadium. Po kiepskim starcie i mocnym powrocie do walki o miejsce w Premier League, Bolton musiał wygrać z Blackpool. „Nasz comeback po tym strasznym początku był świetny, ale w drugiej połowie nie zaprezentowaliśmy się tak dobrze, by zdobyć trzy punkty” — dodał po meczu Marcos Alonso. Wtedy już wiedział, że tym samym żegna się z kibicami Boltonu, którzy w plebiscycie lokalnej gazety uznali go najlepszym zawodnikiem sezonu.

Nie da się ukryć, że miniony rok był kluczowym w rozwoju młodego Hiszpana. Przecież gdy trafiał w 2010 roku do Anglii, odrzucając możliwość walki o skład w napakowanym gwiazdami Realu Madryt, miał od razu nawiązać do bogatych piłkarskich tradycji rodzinnych. Jego ojciec i dziadek byli zawodnikami, którzy przez lata występowali w La Liga i to w barwach Królewskich, Atlético i Barcelony. Jemu z szans na Santiago Bernabéu dano tylko kilkadziesiąt sekund w doliczonym czasie gry mało istotnego spotkania ligowego — ambicja udowodnienia jakości płynącej w jego krwi była oczywista, ale czy na pewno wybrał on dobre miejsce do jej realizacji?

Kontrakt podpisał z nim Owen Coyle, jeden z bardziej utalentowanych szkoleniowców młodego pokolenia. Jego Bolton świetnie spisywał się w pierwszej części sezonu, grając mogący się podobać, dynamiczny futbol, którego atutem było szybkie przejście do ataku. Dla zawodnika, który dopiero miał przystosowywać się do warunków angielskich nie było miejsca na boisku, zwłaszcza, gdy na przełomie roku The Trotters tracili swoją przewagę nad strefą spadkową przegrywając z kim popadnie. Miejsca na eksperymenty wystarczyło tylko w czterech meczach, a Marcos Alonso głównie błyszczał w rezerwach, gdzie wychowankowi Realu przyglądała się garstka kibiców.

Wobec takiego rozwoju sytuacji Hiszpan uciekał w stronę typowych dla zbyt bogatej młodzieży uciech. Ledwo rozpoczął on wakacyjną przerwę, a już trafił za kraty po spowodowaniu wypadku samochodowego w Madrycie w którym zginęła rok młodsza pasażerka jego auta. Marcos Alonso wbił własne bmw w mur, a badania miały wykazać nadużycie alkoholu. Jego sytuacji nie poprawił fakt, że kilka godzin przed zdarzeniem na twitterze napisał, że idzie na drinka ze swoim kolegą z Realu Madryt, Jaime Navarro. Śledztwo wciąż trwa, a Alonso do Anglii mógł wyjechać tylko po wpłaceniu wysokiej kaucji zwalniającej go z aresztu.

Drugi sezon był jeszcze gorszy. Dwie kontuzje praktycznie pozwoliły mu na udział jedynie w samej końcówce sezonu. Drużyna Coyle’a grała tragicznie, a ze stylu z poprzednich rozgrywek nie pozostało zbyt wiele. Obrona była dziurawa jak sito, a lubujący się w grze krótkimi podaniami Hiszpan nie mógł liczyć na zbyt wiele szans w drużynie, której jedynym i desperackim pomysłem było zagranie długiej piłki na rozbijającego się łokciami Kevina Daviesa. Pod koniec marca Marcos Alonso wrócił jednak do zespołu i w meczu z równie tragicznie grającym Wolverhampton strzelił jednego z goli gwarantującego zwycięstwo. Cóż z tego, skoro następne spotkanie z Fulham jego Bolton przegrał w fatalnym stylu i lewy obrońca już tylko z ławki obserwował jak trzema remisami na koniec rozgrywek The Trotters utrzymują QPR swoim kosztem. Po dwóch latach, ciężkich kontuzjach, ledwie dziewięciu meczach w Premier League i traumatycznym wypadku, Marcos Alonso musiał przeklinać swój los.

„Nie ma żadnych wymówek. Musimy wstać i otrzepać się z kurzu, stworzyć wspólnie lepszy zespół i wrócić do Premier League jak najszybciej” — mówił Alonso na samym starcie przygotowań do długiej kampanii w Championship. W klubie został głównie z dwóch powodów — jego epizody nie mogły nikogo przekonać do wykupienia kontraktu z Boltonu, a i powrót do ojczyzny byłby przyznaniem się do osobistej porażki. Lato 2012 roku przepracował najciężej z drużyny i choć w sparingach grywał często, to początek sezonu znów spędził na ławce rezerwowych. Kiepskie wyniki i niepewna pozycja Coyle’a nie ułatwiała mu zadania przebicia się do pierwszego składu i dopiero zmiana szkoleniowca na Dougiego Freedmana miała odmienić losy jego całej kariery.

„Nie mogę się doczekać, kiedy przyjdzie moja szansa. Ciężko trenuję każdego dnia, daję z siebie wszystko i mam nadzieję, że wkrótce mój czas przyjdzie” — dzielił się swoimi myślami Alonso. Faktycznie, na przełomie roku przy bardzo trudnym terminarzu wrócił on do łask i już nie dał się wypchnąć z pozycji lewego obrońcy. W przegranym 1:2 meczu Pucharu Anglii z Evertonem był najlepszy na boisku. „Kiedy przyszedłem do klubu, czułem że niektórzy z piłkarzy potrzebują praktycznie nowego sezonu przygotowawczego” — twierdził później Freedman. „Marcos potrzebował tej szansy. Dzisiaj zagrał fantastycznie, nie mam słów, by opisać jego występ”.

Od początku stycznia z Alonso w składzie Bolton przegrał ledwie pięć spotkań i znów zaczął liczyć się w walce o Premier League. Mieszanina pecha i zmęczenia drużyny Freedmana ostatecznie nie dała im miejsca w czołowej szóstce, ale sytuacja lewego obrońcy z Hiszpanii zmieniła się diametralnie. Z zawodnika, którego kontrakt był bardziej dla klubu obciążeniem, nagle wylądował on na liście priorytetów do podpisania nowego kontraktu. Niech o jego jakości i wybuchu talentu świadczą nazwy drużyn, które wyraziły zainteresowanie praktycznie darmowym transferem Hiszpana. Fiorentina i Swansea to drużyny, które szukają piłkarzy o nienagannej technice, dynamice i umiejętności gry zarówno w obronie, jak i w ataku — Marcos Alonso właśnie z takiej strony pokazał się w drugiej części sezonu.

„To były fantastyczne trzy lata, które pozwoliły mi dorosnąć zarówno na murawie, jak i poza boiskiem” — oświadczył na koniec rozgrywek Marcos Alonso. On już wiedział, że nowej oferty Boltonu nie przyjmie, bo chęć przeniesienia się do Serie A zwyciężyła. Jego historia na pewno nie była bajką, a bardziej nauczką dla wszystkich zagranicznych piłkarzy, których skusiła magia Premier League. Alonso długo zajęło zrozumienie, ile poświęcenia i ciężkiej pracy wymaga się od zawodników nawet na zapleczu jednej z najlepszych lig na świecie. Jako już dorosły mężczyzna przenosi się do Włoch świadom nie tyle swojej jakości, co celu, który zamierza osiągnąć — jeśli utrzyma dynamikę własnego rozwoju z pierwszej połowy 2013 roku, na pewno nawiąże do najlepszych tradycji rodzinnych.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *