Autor: Piotr Świca

Pamiętacie zapewne parę — mogłoby się wydawać — żartów, zaserwowanych swojego czasu obywatelom Unii przez Komisję Europejską? Chodzi o takie rodzynki, jak: „ślimak to ryba”, „marchewka to owoc”, a także stwierdzenie, że każda para kaloszy potrzebuje osobnej instrukcji obsługi, dołączonej do zakupu. No cóż, wpływu na legislacyjny potok rodem z Brukseli nie mam, fakt. Wolność słowa pozwala mi natomiast mówić i pisać o tym, na co tylko mam ochotę. Dzisiaj napiszę więc o dziejącej się na naszych oczach parafrazie starego porzekadła: „upolitycznić końskie łajno”.

EU
Tak bowiem wygląda kolejne działanie Unii Europejskiej. Tym razem wymierzone w kluby piłkarskie funkcjonujące na Starym Kontynencie, a co za tym idzie — również te hiszpańskie. Wszystkie działania zostały zapoczątkowane inicjatywą Androully Vassiliou, komisarz ds. sportu. Oto jej wypowiedź: „Komisja Europejska w pełni uznaje prawo władz sportowych do ustanawiania zasad transferów, jednak nasza analiza wskazuje, że obecnie obowiązujące zasady nie zapewniają sprawiedliwej równowagi w piłce nożnej ani warunków umożliwiających chociażby częściowe wyrównanie szans w rozgrywkach ligowych lub pucharowych”. Komisja prawo wprawdzie uznaje, ale nie waha się, kiedy widzi możliwość jego zmiany. Analiza, zakończona paroma ciekawymi wnioskami, jest niczym innym, jak polityczną deklaracją unijnego widzimisię. Zajmijmy się zatem swoistą analizą analizy, przełóżmy ją na panujące realia i wyciągnijmy z niej odpowiednie wnioski.

Podatek fair play

Pierwszym pomysłem proponowanym przez komisarz Vassiliou jest „podatek fair play od opłat transferowych przekraczających pewną kwotę w celu wspierania lepszej redystrybucji funduszy z bogatych do mniej zamożnych klubów”. Z ichniego na nasze: dołóżmy ciężaru fiskalnego klubu, niech płacą haracz. Wzniośle brzmiąca idea jest niczym innym jak kolejnym populistycznym hasłem, mającym… po prostu ładnie wyglądać. Kluby za transfery zawodników i tak będą płacić, bardzo prawdopodobne, że te bogatsze wcale nie będą na tym aż tak bardzo stratne. I jak miałaby wyglądać redystrybucja środków? „Wy dacie pieniądze państwu, a ono na pewno z chęcią wpompuje wszystkie pozyskane w ten sposób środki w kluby mniej zamożne, aby te się rozwijały”? Nie zapominajmy o sytuacji ekonomicznej w Europie — o ile Niemcy czy Anglicy jakoś sobie jeszcze radzą, tak gospodarki Hiszpanii, Włoch, Grecji, Cypru, Irlandii, Portugalii czy Polski ledwo zipią. Jaka jest gwarancja, że rządy wszystkich tych krajów nie zawłaszczą sobie środków pochodzących z transferów, pozwalających opłacić niezbędne do przetrwania wydatki administracyjne i związane z obsługą długów? Żadne. Deklaracje politycznej elity Europy dawno straciły na wiarygodności, a szalejący kryzys wcale nie ułatwia odbudowy zaufania do niej.

W imię solidarności!

Drugi zapis w komisyjnej analizie, który jednocześnie najbardziej mnie rozbawił. Pozwolę sobie zacytować: „lepsze informowanie o transferach zawodników w celu zapewnienia, by odpowiednia rekompensata w imię solidarności była wypłacana klubom oraz by kluby te były świadome swoich praw”. Od razu pojawiają się pytania: kto i kogo miałby informować? Jakiego rodzaju byłoby to zapewnienie i na czym dokładnie polegało? Czym jest świadomość praw klubów? I najzabawniejsze ze wszystkiego— solidarność. Zawsze myślałem, że kluby piłkarskie rywalizują ze sobą, chcą osiągać sukcesy, mają swoje indywidualne interesy, którymi kierują się przez swoją politykę. Jak bardzo się myliłem! Jak bardzo naiwny byłem, wierząc w sportową rywalizację! Od dzisiaj wiem już, że nie to jest celem sportu. Dlatego proponuję wprowadzenie innowacyjnego rozwiązania, przełomowego w dziejach futbolu — puchary dla wszystkich! Puchary za mistrzostwo kraju, puchary za wygranie meczu, puchary za strzelone gole, wreszcie puchary za spadek do niższej ligi, ba! — stworzenie jednej, w skład której wchodziłyby wszystkie zespoły w kraju, aby nikt nie poczuł się pokrzywdzony graniem w niższej klasie rozgrywkowej. W imię solidarności!

Wolny rynku, odejdź

Kolejny, absurdalny wręcz zapis wieńczący analizę pani komisarz. Cytując: „klauzule «wykupu» zawarte w kontraktach zawodników powinny być proporcjonalne do przyczyny ich wprowadzenia”. Czyli: odbierzmy klubom i zawodnikom autonomię w decydowaniu, kto i za ile opuścić może daną drużynę. Bo to sami zawodnicy, podpisując kontrakty, zgadzają się na taką, a nie inną klauzulę odejścia. To ich wolny wybór, jak potoczy się zawodowa kariera. Klauzula jest niczym innym jak górną granicą kwoty, jakiej rządać może kierownictwo klubu od kontrahentów za sprzedaż swojego pracownika. Ale znowu pojawiają się wątpliwości: co to znaczy „przyczyna wprowadzania” klauzuli? Sporządzający analizę najwyraźniej nie zdają sobie sprawy, że przyczyną jest chęć zabezpieczenia się przez odejściem piłkarzy bez odpowiedniej gratyfikacji finansowej. Chyba, że coś zmieniło się w zasadach funkcjonowania wolnego rynku. Kluby działają w realiach coraz bardziej bezwzględnego biznesu i to w ich gestii powinno leżeć, aby bronić swoich interesów przed silniejszymi. Z niecierpliwością czekam zatem na powołanie specjalnej komisji piłkarskiej dla każdego kraju, pracującej w pocie czoła dzień i noc, która — analizując wiek, doświadczenie, poszczególne atrybuty zawodnika, jego predyspozycje, osiągnięcia i potencjał — określać będzie maksymalną kwotę, jaką zażyczyć będzie mógł sobie klub za każdego zawodnika w postaci klauzuli odejścia właśnie. Kto wie, może rzeczone komisje przy okazji wydatnie zmniejszą odsetek bezrobocia w każdym kraju członkowskim?

Nie tędy droga

Oczywiście lincz pomysłów Unii nie miałby prawa bytu bez odpowiedniej argumentacji. Przede wszystkim należy stanowczo podkreślić, że sport od zarania dziejów polegał na rywalizacji. A ta rywalizacja opierała się na tym, że każdy jest inny. W piłce działają takie same mechanizmy— jeden biega szybciej, drugi ma lepszą technikę, atutem trzeciego jest inteligencja. To samo tyczy się klubów. Niektóre są bogatsze, chociażby przez liczbę fanów na świecie i sprzedawane przez to gadżety (swoją drogą, czy Komisji marzy się kontrolowanie również liczebności kibiców danego zespołu, dążąc do ich wyrównania?), drugie nie mogą sobie pozwolić na zapełnienie stadionu do ostatniego miejsca przez zasięg lokalny. Ale to jest piękno futbolu. To jest to, dlaczego kochamy go oglądać — bo każdy ma swoje szanse. Zawodnik utalentowany i tak się wybije, jego aspiracją będzie gra w lepszym klubie, a żadne regulacje tego nie zmienią. Unijna utopia ligi wyrównanej też nie ma szans bytu, bo sport nie dający ludziom emocji szybko odejdzie do lamusa.

I niestety, ale każda drużyna ma swoje limity — jedna będzie walczyła o zwycięstwo w Lidze Mistrzów, marzeniem drugiej jest awans do wyższej klasy rozgrywkowej. I tego nie zmienią żadne przepisy. Wyrównanie ligi na pewno nie powinno polegać na nakładaniu dodatkowych obciążeń na bogatszych, bo jest to działanie zbędne i mijające się z celem. Unia wraz z FIFĄ powinny zająć się raczej innym problemem, realnie niszczącym futbol — szejkami, rosyjskimi oligarchami i innym plugastwem, które wątpliwą „magią” pieniędzy sprawia, że w przeciągu dwóch sezonów zespół beniaminka sięga po mistrzostwo kraju.

Tutaj powinno wprowadzić się jedyną regulację — zabraniającą wydawać klubom więcej niż same zarobią. Również rozpychające się w Europie łokciami hasła równości solidarności dopełzły do futbolu i trzeba powiedzieć im zdecydowane „nie”. Jeżeli chodzi o Hiszpanię, to jedynym postulatem godnym rozpatrzenia dążącym do ograniczenia wpływów finansowych dokładnie dwóch klubów jest wprowadzenie zbilansowanego podziału pieniędzy z tytułu praw transmisji telewizyjnych. O jakich klubach mówię, wie zapewne każdy czytelnik.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *