KASMIRSKI: Polska to nasza druga ojczyzna

Autor: Piotr Koźmiński

Poznajcie niesamowitą historię brazylijskiej rodziny z Kalisza

Rodzina Kasmirskich

Filipe Luís Kasmirski (28 lat) to obecnie najlepszy „polski” piłkarz Primera División. Choć jego rodzina opuściła nasz kraj w 1891 roku, to do dziś kultywuje polskie tradycje, a pamiątki z naszego kraju traktuje jak relikwie. Historia jego przodków jest niesamowita. W Brazylii walczyli o ziemię z Indianami, umierali na choroby tropikalne, zmagali się z krokodylami. Ród Kasmirskich dał sobie jednak radę i dziś wiedzie mu się bardzo dobrze.

„Tak naprawdę to nazywam się Kaźmierski” — zaznaczył Filipe, gdy dyskutowaliśmy o jego przodkach. „Tylko że w Brazylii jakiś urzędnik przy wypisywaniu dokumentów zmienił nasze nazwisko na Kasmirski i tak już zostało. Kiedyś zacząłem nawet szukać w Internecie polskich przodków, ale gdy wyskoczyło mi ponad 200 nazwisk w wyszukiwarce, to dałem sobie spokój” — przyznaje gracz Atlético, który całkiem nieźle zna polską historię swojej rodziny. „Moi bliscy przywiązują do tradycji wielkie znaczenie, dlatego wiele godzin przegadaliśmy na temat naszego pochodzenia” — kontynuuje Filipe. „Tak nas to zafascynowało, że zaczęliśmy tworzyć nasze drzewo genealogiczne. Rodzina opuściła Polskę w 1891 roku, ale do tej pory duża jej część mówi po polsku. Jak na przykład mój dziadek Ignacio, który na świat przyszedł już tu, w Brazylii, w 1935 roku. To, że duża część moich bliskich nie zapomniała języka polskiego, bierze się też stąd, że rodzina mieszka w stanie Santa Catarina, w miejscowości Massaranduba, w której jest dużo polskich rodzin. Oni zawsze trzymali się razem i dzięki temu łatwiej było kultywować polską tradycję” — mówi gwiazdor Atlético Madryt.

PRZECIW NIEMCOM, CHOROBOM I KROKODYLOM

Rodzinną historię jeszcze lepiej zna jego wujek, Elias, z którym miałem okazję rozmawiać po polsku. W sumie nic w tym dziwnego, bo Elias jest… nauczycielem języka polskiego. „Mam co robić, bo w naszej okolicy mieszka około cztery tysiące rodzin polskiego pochodzenia” — opowiadał mi wujek Filipe, który w barwny sposób przekazał też opowieść o trudnych początkach Kasmirskich po opuszczeniu Polski.

„Nasz przodek, Wojciech Kaźmierski, praprapradziadek Filipe, opuścił Polskę, a dokładnie Kalisz, w 1891 roku. Najpierw rodzina dotarła do Rio de Janeiro, a stamtąd skierowano ją do stanu Santa Catarina. Początki były trudne, bo nasi musieli walczyć o ziemię z Indianami, którzy, co oczywiste, nie zamierzali ustąpić ze swoich terenów. Do tego doszły problemy z kolonialistami niemieckimi, bo ci kierowali Polaków na najgorsze, bagienne tereny. Tu z kolei czaiły się kolejne niebezpieczeństwa. Dwóch Kasmirskich zmarło na choroby tropikalne, trzeba się też było zmagać z krokodylami. Ale w końcu rodzina wyszła na prostą, bo osuszone bagna okazały się świetną ziemią pod uprawę. I teraz powodzi nam się bardzo dobrze” — kontynuował Elias Kasmirski.

STARE BRAZYLIJKI ŚPIEWAJĄ POLSKIE PIEŚNI

Cała rodzina piłkarza Atlético to niezwykle otwarci, sympatyczni ludzie. Niesamowite pokłady pozytywnej energii ma jego ojciec, Moises, z którym miałem okazję rozmawiać i korespondować wielokrotnie. Wszystko zaczęło się jeszcze wtedy, gdy jego syn był graczem Deportivo La Coruña i mówiło się o tym, że może zagrać w reprezentacji Polski.

„Filipe jest Brazylijczykiem polskiego pochodzenia. Od małego marzył, aby zagrać w reprezentacji Brazylii, bo ta drużyna to coś magicznego. Ale wiem też, że nie wyklucza całkowicie gry dla Polski” — mówił mi Moises kilka lat temu. „Gdyby się na to zdecydował, to byłbym dumny” — dodał Kasmirski senior. I choć sprawa szybko przestała być aktualna, bo Filipe dostał w końcu szansę w drużynie „Canarinhos”, to jego rodzina o Polsce nie zapomniała.

„Kultywujemy polskie tradycje, przechowujemy stare zdjęcia z Polski. W naszych kościołach modlitwy odbywają się po polsku, a na lokalnych festynach stare Brazylijki śpiewają polskie piosenki. Nawet nasze ulubione potrawy pochodzą z Polski. Kasmirscy uwielbiają pierogi i czerninę, czyli zupę z krwi kaczki” — Moises długo wyliczał to, co łączy jego rodzinę z Polską.

Choć większość Kasmirskich nie miała okazji przyjechać do kraju swojego pochodzenia, to udało się to samemu Filipe. Pomógł los, który w Lidze Europy skojarzył Deportivo La Coruña, w którym wtedy grał, z poznańskim Lechem. Cała rodzina żyła wtedy tą podróżą Filipe. Moises przysłał mi nawet drzewo genealogiczne rodziny.

„Syn dzwonił do mnie będąc jeszcze w Poznaniu” — relacjonował potem. „Mówił, że został bardzo ciepło przyjęty. A ile pamiątek nakupił! Przywiózł nam piękne obrazy z symbolami Polski i album o najpiękniejszych miejscach kraju, który podarował dziadkowi. Gdybyś mógł zobaczyć jaki dziadek był wzruszony” — mówił mi Moises, po którym też było słychać duże poruszenie.
Sam Filipe również był bardzo zadowolony z tego, że miał okazję pobyć w kraju swoich przodków. „Wywożę stąd bardzo fajne wspomnienia. Poznań to bardzo ładne miasto, a ludzie niezwykle życzliwi. Pomyślałem sobie, że trzeba tu wrócić, z rodzicami i bratem. Dla nich byłoby to coś szczególnego, tak jak dla mnie mój pierwszy raz w Polsce” — zdradził mi Filipe.

MODLILI SIĘ ZA OFIARY KATASTROFY SMOLEŃSKIEJ

Swoją polskość Kasmirscy po raz kolejni pokazali w najtrudniejszym momencie ostatnich lat, tuż po katastrofie smoleńskiej. „Ja i cała moja rodzina jesteśmy razem z Polską w żałobie. Współczujemy z całego serca i modlimy się, aby kraj poradził sobie z tym nieszczęściem” — mówił wtedy Filipe. „Bardzo żałuję, że nie mogę teraz grać ze względu na kontuzję. Gdybym mógł wystąpić, to przy najbliższej okazji wykonałbym gest solidarności z Polakami” — zapewniał polsko-brazylijski obrońca.

Również jego ojciec był wstrząśnięty tym, co się stało. „Jesteśmy wdzięczni prezydentowi Brazylii, że również na terenie naszego kraju wprowadził trzydniową żałobę narodową” — mówił Moises. „Polska jest w Brazylii bardzo lubiana i szanowana. Te więzi i sympatię wzmocnił w ostatnich latach Jan Paweł II, który cieszył się tu wielkim szacunkiem” — tłumaczył Kasmirski senior. Tuż po tragedii rodzina Kasmirskich popędziła do kościoła modlić się za ofiary katastrofy.

„Zamówiliśmy sumę w intencji zmarłych. My, rodziny Kasmirskich, Kuśkowskich, Markiewiczów, Ciszów, Domczaków, Witkowskich i wielu innych brazylijskich Polaków przekazujemy najszczersze kondolencje” — niemal płakał w słuchawkę poruszony Moises.

Jakiś czas potem zadzwonił po raz kolejny, z dość nietypowym pytaniem. „Słuchaj, przymierzamy się do nagrania płyty z najstarszymi polskimi kolędami. Ale wiesz, nie wiemy jak to jest, czy możemy to zrobić bez naruszenia czyichś praw autorskich?”.

Przyznam, że wtedy zaniemówiłem. To była cała kwintesencja tej rodziny. Przywiązanie do polskości i do prawości. Żeby czasem kogoś nie skrzywdzić. W ciągu kilkunastu lat dziennikarskiej pracy poznałem wiele rodzin piłkarzy pochodzących z Polski. Ale ta, z dalekiej Brazylii, jest absolutnie wyjątkowa.

Piotr Koźmiński jest dziennikarzem Super Expressu i UEFA.COM

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *