Mistrzostwa w duchu faszyzmu

Autor: Marcin Śliwnicki

Pod nieobecność ekipy Urugwaju, faworytów drugich mistrzostw świata było dwóch — fenomenalni w tamtym czasie Austriacy i gospodarze, Włosi. Wygrali jednak piłkarze Squadra Azzurra. Wygrali, bo… musieli. Nikt przecież nie chciał ryzykować rozgniewania Mussoliniego. Sam Il Duce nie cofnąłby się przed niczym, byle tylko jego rodacy zdobyli Złotą Nike. Faszyści nie mogli przegapić okazji zaprezentowania światu potęgi Włoch, zarówno tej sportowej, jaki i organizacyjnej.

Trofeo

Do roli gospodarza pretendowała również Szwecja. Trudno powiedzieć, czy pod wpływem nacisków samego Duce, jednak wybór padł na Włochy. Mistrzostwa okazały się przełomowe z kilku powodów. Po pierwsze, chęć udziału w turnieju zgłosiły aż 32 reprezentacje, zaistniała więc potrzeba zorganizowania eliminacji, które wyłoniły szesnastu uczestników imprezy. Do turnieju eliminacyjnego nie przystąpił mistrz sprzed czterech lat — Urugwaj zbojkotował mundial, gdyż czuł żal do Europejczyków za zlekceważenie mistrzostw z 1930 roku. Rundę wstępną szczęśliwie przebrnęli też Hiszpanie, o których jednak trochę później. Kolejnym novum, tym razem związanym już bezpośrednio z turniejem finałowym, było zwiększenie liczby miast-gospodarzy, z jednego do ośmiu.

Osiem spotkań, osiem miast

Tak duże powiększenie liczby miast-gospodarzy nie było dziełem przypadku. Wszystkie osiem spotkań pierwszej rundy odbyło się tego samego dnia, co spowodowało konieczność gry na różnych stadionach. Dzięki temu organizacją mundialu obok Rzymu, Turynu, Mediolanu czy Neapolu mogły szczycić się również Florencja, Bolonia, Genua i Triest. Tę fazę turnieju trudno nazwać fazą grupową. Zamiast losować grupy, mecze rozegrano systemem pucharowym. Już na początku z mistrzostwami pożegnały się oba zespoły z Ameryki Południowej — Argentyna i Brazylia. Ta ostatnia musiała uznać wyższość Hiszpanów. Na oczach 21 tysięcy widzów zgromadzonych na stadionie Luigi Ferraris w Genoi ograli Canarinhos 3:1. W innym ciekawym meczu Austria, nazywana wtedy Wunderteamem, pokonała po dogrywce Francję 3:2.

Pierwsi Oriundi

Reprezentacja Italii, aby zwiększyć swoje szanse, zrobiła coś jeszcze. To właśnie Włosi wymyślili sposób na wzmocnienie kadry poprzez naturalizowanie piłkarzy. Jeśli tylko ktoś miał przodka z Półwyspu Apenińskiego mógł reprezentować barwy Squadra Azzurra. O ile teraz przepisy FIFA są w tej kwestii jasno sformułowane, o tyle wtedy pomysł był na tyle nowy, że nikt nie wiedział, jak na to zareagować. A Włosi sięgnęli po najlepszych — zdecydowano się na „transfer” wicemistrzów świata z Montevideo, reprezentantów Argentyny, Luisito Montiego i Attilio Demaríę. Już w 1928 roku powołano też m.in. Raimundo Orsiego, który był z kolei wicemistrzem olimpijskim z tego samego roku. Piłkarz był lewoskrzydłowym światowego formatu. Ze zmianą kadry narodowej zbiegły się też przenosiny z Independiente do Juventusu. W zamian za zmianę barw klubowych, piłkarz miał dostać nie tylko pieniądze, ale i najnowszy model fiata.

Ćwierćfinałowa wojna

W ćwierćfinale Hiszpanom przyszło zmierzyć się z gospodarzem imprezy. Włosi przeszli przez pierwszą rundę jak burza, gromiąc USA aż 7:1. To w tym spotkaniu narodziła się legenda Ricardo Zamory. Hiszpański portero kilkanaście razy bronił w sytuacjach, z których nie miał prawa wyjść obronną ręką. Znakomicie interweniował również jego vis-à-vis, Giampiero Combi. Mimo to, po pół godzinie gry niespodziewanie do siatki gospodarzy trafił Luis Regueiro. Włosi przeważali, niesieni dopingiem 35 tysięcy kibiców, lecz Zamorę zdołali pokonać tylko raz — w 44. minucie trafił Ferraris. Mecz zakończył się remisem i musiał zostać powtórzony. Niestety dla Hiszpanów, w tym spotkaniu nie mógł wystąpić mocno poobijany w pierwszym starciu Zamora. Dodatkowo Azzurri postarali się, aby tym razem wszystko poszło po ich myśli — sędzia Roland Mercet miał czuwać nad przebiegiem spotkania. Rzeczywiście, arbiter ze Szwajcarii nie zawiódł Mussoliniego i uznał bramkę Giuseppe Meazzy strzeloną w jedenastej minucie po faulu Włocha. Hiszpanie bardzo starali się odrobić straty, jednak arbiter skutecznie uniemożliwił im zagrożenie bramce Combiego. Po powrocie do Szwajcarii Roland Mercet został przez rodaków dożywotnio zdyskwalifikowany.

Najlepsza czwórka

W półfinałach, oprócz gospodarzy, znalazły się Niemcy, Austria i Czechosłowacja. Zwłaszcza ta ostatnia przykuwała uwagę kibiców, gdyż jej gra na tym etapie była sporą niespodzianką. Do tego sukcesu poprowadziły ją dwie gwiazdy: konkurujący z Zamorą o miano najlepszego bramkarz František Plánička i Oldřich „Olda” Nejedlý, najlepszy strzelec mundialu. W półfinale o jego skuteczności przekonali się Niemcy, którym wbił hat tricka. Rywale odpowiedzieli jedynie bramką Noacka i mecz skończył się wygraną Czechosłowacji. W ten sposób nie spełniło się marzenie Mussoliniego i Hitlera o „faszystowskim finale”. W drugim spotkaniu tej fazy rozgrywek gospodarze mierzyli się z austriackim Wunderteamem. Poziom meczu był zaskakująco niski — w obecności 35 tysięcy kibiców zgromadzonych na stadionie San Siro Włosi wymęczyli wygraną 1:0. Awans do finału gospodarzom zapewnił w dziewiętnastej minucie Enrico Guaita. Gości w tym meczu zawiodła ich największa gwiazda, Matthias Sindelar.

Pierwszy raz o brąz

Pierwszy mecz o wejście na najniższy stopień podium rozegrano w Neapolu. Mimo że spotkanie to nie cieszyło się wielkim zainteresowaniem (wszyscy czekali na finał z udziałem reprezentacji Włoch), to nie zostało potraktowane ulgowo. Wycieńczeni Niemcy i Austriacy postawili na futbol ofensywny. Po świetnym widowisku spotkanie zakończyło się minimalną wygraną tych pierwszych, 3:2. Austriacy czuli z pewnością niedosyt, a może także i niezadowolenie z czwartego miejsca — jak się później okazało, wynik nie był jednak taki zły, bo na jakikolwiek sukces musieli czekać aż dwadzieścia lat.

IL GRANDE FINAL

Finał II Mistrzostw Świata odbył się na Stadionie Narodowej Partii Faszystowskiej, na którym zgromadziło się 50 tysięcy kibiców, na czele z Benito Mussolinim. Włosi byli faworytami, nikt nie spodziewał się więc, że będą mieli jakieś kłopoty. Jednak, ku zdziwieniu wszystkich, lepiej na boisku prezentowali się Czesi. Mądra gra obrony, umiejętnie kierowanej przez Pláničkę, spowodowała że długo utrzymywał się bezbramkowy remis. Wtedy w poczynania Włochów wkradły się nerwy. Zaczęli grać agresywnie, a często wręcz brutalnie. W drugiej połowie na boisko powrócił Antonín Puč. Powrócił, bo chwilę wcześniej został zraniony przez jednego z Włochów. Krótko po wejściu na murawę świetnie odnalazł się w zamieszaniu w polu karnym i pokonał Combiego, wyprowadzając skazywanych na porażkę piłkarzy Czechosłowacji na prowadzenie. Była to 71. minuta spotkania. Od tej chwili zaczął się napór Azzurrich, który przyniósł skutek już dziesięć minut później. Raimundo Orsi dopadł do piłki wstrzelonej przez Guaitę ze skrzydła i wpakował ją do pustej już bramki! Włoscy kibice mogli wreszcie krzyknąć z radości. Do końca spotkania wynik nie uległ już zmianie i potrzebna była dogrywka. W niej więcej zimnej krwi zachowali gospodarze, którym zwycięstwo dał gol Angelo Schiavio w 95 minucie.

Schody do nieba

Mundial roku 1934 rozpoczął erę dominacji reprezentacji Włoch. Na nim narodziła się też pierwsza włoska gwiazda futbolu — Giuseppe Meazza. Równie popularny, co piłkarze, stał się trener nowych mistrzów, Vittorio „Il Vecchio Maestro” Pozzo. Na pewno nie należy twierdzić, że tytuł Squadra Azzurra wywalczyli niezasłużenie. Oczywiście, wsparcie ze strony Mussoliniego i jego „pogawędki z sędziami” nie były bez znaczenia, ale jedno trzeba Włochom oddać — stworzyli wtedy świetną reprezentację. Combi, Ferraris, Orsi, Guaita i Meazza. Nazwiska rozpalały wtedy wyobraźnię kibiców jak dziś Casillas, Ronaldo czy Messi. I wreszcie trzeba pamiętać, że cztery lata później na francuskich boiskach znów triumfowała ekipa z Półwyspu Apenińskiego. Już bez wsparcia Duce.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *