Od rabony aż do Bułgarii

Autor: Maciej Kanczak

Miał być legendą Racingu Santander i godnym następcą Pedro Munitisa. Zamiast tego, od roku szuka klubu, mając w swoim CV m.in. występy w reprezentacji… Gwinei Równikowej. Poznajcie niesamowitą historię Ivana Bolado.

Mało który hiszpański piłkarz w ostatnim czasie w równie spektakularny sposób zmarnował swój talent i tak naprawdę nikt nie wie, dlaczego tak się stało. Problemy z kontuzjami? Seria niewłaściwych wyborów klubów? A może po prostu kantabryjskie media wykreowały na gwiazdę zawodnika, którego potencjał ewidentnie mijał się z wygórowanymi oczekiwaniami?

Historyczna „rabona”

Sezon 07/08 do dzisiaj pamiętany jest w Santander jako najpiękniejszy okres w historii Verdiblancos. Drużyna, która zwykle błąkała się po dolnych rejonach tabeli niespodziewanie ukończyła sezon 07/08 szóstym. miejscu, dającym pierwszy w dziejach awans do europejskich pucharów. Doszła również do półfinału Pucharu Króla, gdzie przeszkodą nie do pokonania okazało się dopiero Getafe. A przecież przed rozpoczęciem rozgrywek nic nie wskazywało na to, że będzie to historyczna kampania, zarówno dla Racingu, jak i dla Bolado. Księgowi z El Sardinero długo nie mogli ustalić budżetu, jakim będą dysponowali w letnim okienku transferowym, co sprawiło, że pierwszych wzmocnień klub dokonał dopiero pod koniec sierpnia, gdy zespół opuścił najlepszy strzelec — Nikola Žigić. Gdy już jednak udało się kogoś kupić — jacyż byli to zawodnicy! Czołowy snajper eliminacji EURO 2008 — Euzebiusz Smolarek, jedna z gwiazd MŚ U-20 — Danny Szetela oraz gracz sezonu 06/07 w belgijskiej Juplier League — Mohammed Tchité. Do tego w ataku wciąż występowała jego legenda, Pedro Munitis.

Zatem na jakiej podstawie osiemnastoletni Bolado, wchodzący dopiero do pierwszej drużyny Racingu, miał prawo marzyć o tym, że będzie dostawał szansę gry? Przede wszystkim to on, a nie wyżej wymieniona czwórka zdobył najwięcej bramek dla biało-zielonych w letnich sparingach. Od samego początku przygotowań do nowej kampanii cieszył się również zaufaniem trenera Marcelino Garcíi Torala, który nie bał się postawić na niego już w 1. kolejce La Liga w rywalizacji z samą Barceloną. W dzień potyczki z Dumą Katalonii, „El Diario Montañés” pisał: „Jego dobre występy w ekipie U-19 nie mogły ujść uwadze trenerów dorosłego zespołu. Patrząc na technikę, skuteczność, a przede wszystkim pewność siebie, śmiało możemy powiedzieć, że nie musimy martwić się odejściem Žigicia, skoro mamy Ivana Bolado”. Sam młodzian z kolei przed pierwszym spotkaniem w Primera Division stwierdził, wyraźnie podekscytowany: „Starcie w debiucie z samą Blaugraną to dla mnie coś fantastycznego. Oczywiście wiem, jaka ciążyć będzie na mnie presja, ale postaram się nie zawieść oczekiwań kibiców i sztabu szkoleniowego”.

Jak powiedział, tak też zrobił. Nie przestraszył się rywali i w debiucie spisał się nieźle. Racinguistas z kolei sensacyjnie zremisowali z drużyną Franka Rijkaarda 0:0, mimo że w ostatnich 30 minutach musieli radzić sobie w osłabieniu [czerwoną kartkę otrzymał bowiem Smolarek — przy. red.]. Nic dziwnego zatem, że „Marca” w pomeczowej relacji napisała: „Na razie większym wzmocnieniem Racingu wydają się być piłkarze ściągnięci z ekip młodzieżowych, aniżeli ci kupieni latem”. Łącznie Bolado w swoim premierowym sezonie w Liga BBVA rozegrał czternaście meczów i strzelił trzy gole. Bilans, jak na pierwszoroczniaka, dobry — zwłaszcza, że naprawdę trudno przypomnieć sobie spotkania, w których zawiódł, czego niestety nie można powiedzieć o postawie naszego Ebiego Smolarka.

Z premierowych bramek, które osiemnastolatek zdobył w seniorskim futbolu, o dwóch trzeba napomknąć koniecznie, a to ze względu na ich ogromny ciężar gatunkowy. Pierwsza z nich to ta zdobyta w ostatniej kolejce sezonu 07/08 przeciwko Osasunie (1:0), dzięki której Kantabryjczycy pokonali zespół z Nawarry, pieczętując pierwszy w historii klubu start w europejskich pucharach. Z kolei dzięki drugiej, uzyskanej w 30. kolejce z Espanyolem (3:0), sam zawodnik wpisał się do annałów Primera. Co też takiego uczynił, że mówił o tym cały Półwysep Iberyjski? Otóż jako pierwszy gracz na hiszpańskich boiskach strzelił gola tzw. krzyżakiem [po hiszpańsku „rabona” — przyp. red.]. Zagranie polega na tym, że piłkę kopie się jedną nogą zza drugiej. Aż dziw bierze, że choć w Hiszpanii grało tylu wybitnych techników, to jednak wpisać na listę strzelców w taki sposób udało się dopiero Bolado. Gdy żółtodziób z Santander dowiedział się po meczu od dziennikarzy, że właśnie przeszedł do historii hiszpańskiej ekstraklasy, wprost nie posiadał się ze szczęścia. „To naprawdę cudowne uczucie! Przecież nawet gdy już zakończę karierę, ludzie będą pamiętali, że jako pierwszy «krzyżakiem» pokonałem bramkarza rywali” — wyznał podniecony. Jakże znamiennie brzmią dziś te słowa w kontekście tego, jak potoczyła się dalsza przygoda Bolado z Liga BBVA.

Zesłanie w Elche

Czas pokazał bowiem, że udany sezon 07/08 to były jedynie miłe złego początki. Co prawda jeszcze w czerwcu w nagrodę za dobrą postawę parafował pierwszy w życiu zawodowy kontrakt, wiążący go z Racingiem do 2012 roku, ale szybko okazało się, że na Sardinero nie wszyscy wiążą z nim długofalowe plany. Jak to możliwe, jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że Ivan był przecież pupilkiem Marcelino? To bardzo proste do wytłumaczenia — szkoleniowiec z Villaviciosy po zakończeniu rozgrywek objął posadę trenera Realu Saragossa, zaś jego następca, Juan Ramón López Muñiz uznał, że Bolado musi jeszcze nabrać doświadczenia, by odgrywać w jego zespole pierwszoplanową rolę. Stąd też młody napastnik musiał udać się na roczne wypożyczenie do Elche CF.

Racing zabezpieczył się na wypadek, gdyby jego zawodnik nagle zaczął robić furorę na zapleczu Primera, dlatego też w umowie znalazł się specjalny punkt. Mówił on o tym, że w razie dobrych występów w pierwszej rundzie, już zimą Bolado może powrócić do Kantabrii. Do spektakularnego powrotu jednak nie doszło, gdyż młodzieniec zawiódł na całej linii — zaledwie dwukrotnie wpisał się na listę strzelców. „To był zdecydowanie najgorszy sezon w mojej krótkiej karierze” — ostro podsumował dwanaście miesięcy spędzonych w Elche. „Niemniej w trakcie tego roku wiele się nauczyłem, stąd też wracam do Santander jako piłkarz zdecydowanie bardziej doświadczony”.

Po powrocie do domu los znów zgotował mu jednak przykrą niespodziankę. Ledwie Racing rozpoczął przygotowania do sezonu 09/10, Bolado już zerwał więzadła krzyżowe w kolanie podczas sparingu z Oberhausen, więc całą jesień miał z głowy. Wrócił co prawda do gry w marcu 2010 roku, ale problemy zdrowotne pozbawiły go dawnej szybkości i przebojowości. Bardziej przeszkadzał zespołowi niż pomagał, będąc hamulcowym ofensywnych poczynań Verdiblancos. Za argumenty na poparcie tej tezy niech posłużą statystyki: sezon 09/10 (dwanaście meczów i dwa gole), sezon 10/11 (dziewiętnaście meczów i jeden gol). Nic dziwnego zatem, że po zakończeniu rozgrywek 10/11 włodarze klubu uznali, że Bolado raczej nie ma większych szans na zostanie następcą słynnego Munitisa, skoro w 45 meczach dla Racingu uzbierał zaledwie sześć trafień.

Wielka ucieczka

Po opuszczeniu Santander miejscem, gdzie Bolado miał narodzić się na nowo, była grająca w Liga Adelante FC Cartagena. „Jest młody i ma już doświadczenie, zarówno w Primera, jak i w młodzieżowej reprezentacji Hiszpanii. Właśnie taki zawodnik był nam potrzebny w obliczu walki o awans do Liga BBVA” — cieszył się z nowego nabytku dyrektor sportowy Efese, Ángel Quirantes. Również sam Bolado był pełen optymizmu: „Cartagena to ciekawy zespół. Jego celem jest awans do najwyższej klasy rozgrywkowej, a ja mam być jednym z piłkarzy, który ma pomóc w realizacji tych ambitnych planów. Szykuje się więc przed nami interesujący sezon” — stwierdził na prezentacji.I faktycznie, sezon 11/12 był dla Bolado pełen wrażeń, ale w żadnym wypadku nie były to wrażenia pozytywne. Udany w jego przypadku był tylko debiut, kiedy zdobył dwie bramki w rywalizacji z Sabadell — to były jednocześnie jedyne trafienia dla tej drużyny. Łącznie dla Cartageny rozegrał dziesięć meczów i gdy wszyscy w Murcji czekali, aż Bolado wiosną w końcu się przebudzi [sztab szkoleniowy Cartageny skontaktował się nawet z Rubénem Uríą, który był asystentem Marcelino w Racingu w sezonie 07/08, by wspólnie zastanowić się, jak przywrócić skuteczność napastnikowi z Kantabrii — przyp. red.], ten wyjechał na turniej Pucharu Narodów Afryki 2012, gdzie reprezentował barwy Gwinei Równikowej. I nie byłoby by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że nikt z federacji współgospodarzy turnieju nie zadał sobie trudu by… poinformować klub z Cartageny, że Bolado przez miesiąc nie będzie do dyspozycji trenera Paco Gómeza. O tym, że Gwinea Równikowa interesuje się Bolado, wiadomo było od listopada 2011 roku, kiedy piłkarz spotkał się z przedstawicielami związku tego kraju. Za rezygnację z gry dla ojczyzny zaproponowali mu 113 tysięcy euro. Zawodnik doskonale zdawał sobie sprawę, że mimo kilku epizodów w młodzieżowych reprezentacjach Hiszpanii nie ma większych szans na grę w dorosłej drużynie. Z kolei występy w szeregach Nzalang Nacional ułatwiał mu fakt, że w tym kraju urodził się jego ojciec, stąd też kwestia wyrobienia obywatelstwa była tylko formalnością.

Ostatecznie Bolado 6 stycznia 2012 roku zadebiutował w nowej reprezentacji, w której spotkał kilku innych graczy hiszpańskiego pochodzenia. A wszystko przez to, że do 1968 roku Gwinea Równikowa była hiszpańską kolonią [w tym okresie nazywana była Gwineą Hiszpańską — przyp. red.]. Po dekolonizacji, wielu Hiszpanów, którzy urodzili się w tym państwie, wróciło do ojczyzny. Po latach piłkarski związek Gwinei Równikowej zaczął budować swoją drużynę narodową w oparciu o zawodników, których rodzice przyszli na świat jeszcze w Gwinei Hiszpańskiej. W sumie, oprócz Bolado, selekcjoner Gwinejczyków Gílson Paulo miał do dyspozycji jeszcze innych hiszpańskich graczy, takich jak Iban Ayanga, Javier Balboa, Rodolfo Bodipo, Sipo Bohale, Juvenal Edjogo, Raúl Fabiani, Rui Fernando de Garcia czy Daniel Álvarez Kily.

Bolado w trakcie PNA rozegrał cztery spotkania, ale nie był wiodącą postacią zespołu. Ten na własnych boiskach doszedł do ćwierćfinału rozgrywek, gdzie nie sprostał dopiero Wybrzeżu Kości Słoniowej, przegrywając 0:3. Brak sukcesu podczas czempionatu Czarnego Lądu na pewno był dla Bolado ogromnym rozczarowaniem, ale co dopiero mają powiedzieć działacze Cartageny? „Jestem zaskoczony, że takie zachowania mają jeszcze miejsce w zawodowym futbolu. Przecież on ma nas w głębokim poważaniu” — nie krył wściekłości na Bolado dyrektor sportowy Pedro Reverte [na tym stanowisku zastąpił w listopadzie Quirantesa— przyp. red.]. Szkoleniowiec biało-czarnych, Paco Gomez dodał z kolei: „Klub płaci mu niemałe pieniądze, a on nie wykazuje żadnego zaangażowania. Jesteśmy nim bardzo zawiedzeni”. Syn marnotrawny wrócił do domu dopiero sześć dni po odpadnięciu Gwinei Równikowej z afrykańskiego turnieju. Po szczerej rozmowie z Reverte obie strony doszły do porozumienia i w końcówce lutego ogłoszono, że Bolado przestał być zawodnikiem Cartageny. „Klub zaoszczędzi trochę pieniędzy, a kibice nerwów, patrząc na grę tego przereklamowanego grajka” — to jeden z bardziej przyzwoitych komentarzy, jakie pojawiły się po odejściu Bolado na klubowym forum.

Bułgarska klapa

Ta smutna historia ma swoje zakończenie w stolicy Bułgarii — Sofii, gdzie Hiszpan trafił w marcu 2012 roku, podpisując kontrakt z CSKA Sofia. W ojczyźnie Christo Stoiczkowa jego transfer cieszył się ogromnym zainteresowaniem, wszak przenosiny piłkarzy z tak niezłym CV do ligi bułgarskiej nie należą przecież do codzienności. Bolado otrzymał koszulkę z numerem „9” i już na prezentacji wygłosił płomienne przemówienie, stwierdzając: „Zapoznałem się z historią CSKA i mogę powiedzieć z pełnym przekonaniem, że to wielki klub. Chce udowodnić, że jeszcze potrafię grać na wysokim poziomie i cieszę się, że mogę to zrobić właśnie w Sofii. Możecie więc śmiało na mnie liczyć”.
Wspomniana „gra na wysokim poziomie” trwała zaledwie 37 minut, bo Bolado już w debiucie przeciwko Czernomorec Burgas zerwał więzadła krzyżowe i uszkodził łąkotkę w prawym kolanie, co sprawiło, że na przynajmniej sześć miesięcy musiał sobie dać spokój z grą w piłkę. W związku z tak długą pauzą nikogo nie zdziwił fakt, że działacze 31-krotnego mistrza Bułgarii nie zdecydowali się na przedłużenie wygasającego w czerwcu kontraktu.

Obecnie Bolado przepadł jak kamień w wodę. Nie ma klubu od roku i nikt tak naprawdę nie wie, jak długo taki stan rzeczy jeszcze potrwa. A przecież pięć lat temu, gdy Racing Santander awansował do półfinału Copa del Rey, „Marca” w wielkim tekście pod tytułem „Kto jest kim w historycznej drużynie Racingu?” pisała o Bolado: „Ma wszelkie predyspozycje ku temu, by zostać gwiazdą Verdiblancos na lata”.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *