Proyecto Heliópolis

Autor: Piotr Dyga

Moda na intensywne rozwijanie akademii piłkarskich zatacza w Hiszpanii coraz szersze kręgi. Do tradycyjnych mistrzów szkolenia młodzieży z La Masíi, Lezamy, Zubiety i Tajonaru chce doszlusować Betis, który parę miesięcy temu pochwalił się światu swoim nowym projektem.

Heliopolis

Projekt „Heliópolis” to projekt bardzo ambitny. Działacze Betisu, zdając sobie sprawę z tego, że problemy finansowe Hiszpanii, a zwłaszcza Andaluzji, nie znikną w ciągu roku czy dwóch, zdecydowali się na pewne ryzyko. Klubowa kasa świeci w tym momencie takimi pustkami, że kupienie piłkarza za cztery czy pięć milionów euro jest zupełnie niemożliwe. Różne źródła podają różne wartości długu klubu z Benito Villamarín, ale zachowując należytą ostrożność można stwierdzić, że Betis jest na minusie około 60 milionów euro. „Jeśli nie przydarzy się kataklizm, to jakoś sobie poradzimy” — powiedział niedawno José Antonio Bosch Valero, większościowy udziałowiec klubu. „Sytuacja jest pod kontrolą, jesteśmy w stanie domknąć budżet. Właściwie to nasza sytuacja jest lepsza niż większości klubów. Teraz wszyscy koncentrujemy się na projekcie Heliópolis, który naszym zdaniem może być podstawą do budowania wielkiego Betisu” — zapewnił.

Prace pełną parą

Piękne słowa, wielki Betis, wielkie cele, nieposkromione ambicje i tak dalej. Ale czym właściwie jest ten projekt? W telegraficznym skrócie zakłada on doprowadzenie do takiego stanu, że w pierwszej drużynie klubu z Andaluzji będzie 70-75% wychowanków. Żeby to się udało, konieczne są zmiany zakrojone na bardzo szeroką skalę i obejmujące nie tylko działanie akademii, ale właściwie całego klubu. Pierwszym krokiem Andaluzyjczyków było dopilnowanie, by ich projekt spełniał absolutnie wszystkie wymogi UEFA i LFP, każdy aspekt działania szkółki został poddany dokładnej analizie. Gdy już uporządkowano formalności, zajęto się personaliami. Joaquín Corriente został zatrudniony jako zarządca cantery do spraw administracyjnych, natomiast sprawnym funkcjonowanie pionów sportowych od marca zajmuje się Luis Fradua, człowiek cieszący się w Hiszpanii opinią wybitnego specjalisty od szeroko pojętego futbolu juniorskiego mający za sobą między innymi dwuletni okres pracy na stanowisku dyrektora słynnej Lezamy. To właśnie zatrudnienie 48-letniego Baska jest być może najwyraźniejszym sygnałem, że Proyecto Heliópolis to poważna sprawa, a nie tylko zagrywka marketingowa mająca na celu odwrócić uwagę od wydarzeń poważniejszych. Fradua po zapoznaniu się ze stanem prac w miasteczku sportowym był względnie zadowolony, chociaż w jego wypowiedziach dało się wyłapać również sporą dawkę zdenerwowania. „Absurdem jest oczekiwanie, że ocenię to, co zrobiono przed moim przybyciem. To, co się stało, już się nie odstanie. Z szacunku dla poprzedników zaakceptujemy wszystko. Usuwanie pracy innej osoby byłoby niepoważne. W sumie wszyscy idziemy w tym samym kierunku” — zapewnił Fradua.

Indywidualizacja

Chociaż ludzie związani z Betisem na każdym kroku podkreślają, że andaluzyjski klub zawsze słynął z wychowywania znakomitych piłkarzy, to tak naprawdę poza nielicznymi wyjątkami (Joaquín, Juanito) trudno znaleźć w ostatnich latach naprawdę wybitnych piłkarzy, którzy przeszliby przez szkółkę klubu z Benito Villamarín. To ma się zmienić. Teraz, gdy unormowano warunki i system pracy we wszystkich piętnastu aktywnych ekipach juniorskich (męskich i żeńskich), trenerom ma być łatwiej uniknąć sytuacji, gdy przeoczony zostanie talent któregoś z adeptów. Andaluzyjczycy przyjęli system podobny do tego znanego z juniorskich drużyn Realu Madryt. Pod koniec każdego sezonu każdy zawodnik zostanie gruntowanie oceniony nie tylko przez swojego trenera, ale też przez opiekunów wyższych kategorii wiekowych. Następnie jeden ze szkoleniowców odbędzie rozmowę z rodzicami gracza, przedstawi im wnioski i zasugeruje działania. O awansie do wyższej kategorii wiekowej będą decydowali nie tylko ludzie od futbolu młodzieżowego, ale też sztab szkoleniowy pierwszej drużyny, który na początku każdego sezonu będzie otrzymywał listę 40 zawodników, którzy według oceny trenerów są na tyle utalentowani i rozwinięci, że można pozwolić im na treningi z piłkarzami na co dzień grającymi w La Liga. Podobnie jak w Athleticu, na pracę ze swoimi idolami będą mogli liczyć nie tylko gracze osiemnasto- czy dziewiętnastoletni, ale też znacznie młodsi — często nawet piętnastoletni. Betis, żeby nie podzielić losu wychowującej głównie środkowych pomocników Barcelony, zdecydował się wprowadzić w życie rozbudowany system treningów dla zawodników na różnych pozycjach. Utalentowani bramkarze będą mogli liczyć na inne traktowanie niż zdolni napastnicy albo obrońcy. Treningi najwybitniejszych wychowanków mają być mocno zindywidualizowane.

Oczekiwanie na nowego Joaquína

W założeniu na realizację projektu i osiągnięcie magicznej granicy 70% wychowanków klub dał sobie dekadę, ale pierwsze efekty spodziewane są już po kilku latach. Obecnie w 24-osobowej kadrze Betisu jest siedmiu adeptów akademii. Adrián San Miguel, Álex Martínez i zwłaszcza Álvaro Vadillo to gracze, którzy przez następną dekadę mogą stanowić o sile drużyny. Mogą, ale nie muszą. Bo piłkarzy, którzy w wieku nastu lat prezentowali taki poziom jak Vadillo było w Andaluzji wielu. Dobrym przykładem z ostatnich lat jest Ezequiel Calvente. Hiszpan był namaszczany na gwiazdę ligi, a teraz nie wygląda na zawodnika z przyszłością w Primera División. Ostatnie miesiące skrzydłowy spędził na wypożyczeniu we Freiburgu. Zagrał tam dwa mecze, łącznie 25 minut. W kolejce po swoją szansę w wielkiej piłce stoją inni młodzicy wychowani w Sewilli. Bardzo obiecująco prezentują się Paco Valera, boczny obrońca hiszpańskiej kadry U-19, i Nono, skrzydłowy reprezentacji U-20. A inni? Inni muszą poczekać aż spektakularne wizje snute podczas prezentacji Proyecto Heliópolis staną się rzeczywistością.

Mocarstwowe wizje Betisu mają też swoją czarną stronę. Adrian Wójcik, polski rodzynek w akademii Andaluzyjczyków, w związku z restrukturyzacją akademii parę tygodni temu został zwolniony z kontraktu. Nie potrafił wywalczyć miejsca w składzie drużyny rezerw, w kolejce czekali już inni, młodsi i być może zdolniejsi, trzeba było podjąć trudną decyzję. Przebudowę całej struktury klubu można porównać do wojny. A wojna niestety z zasady jest okrutna i niesie za sobą ofiary.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *