Przepytujemy: Dani Quintana

Rozmawiali: Michał Świerżyński, Maciej Prusiński

Już na początku zapytaliśmy o czas, jaki może nam poświęcić. Kiedy Dani odpowiedział, że możemy rozmawiać ile chcemy, wiedzieliśmy, że nie będzie to krótki wywiad.

Dani Quintana

Zacznijmy od tego, jak się tutaj w ogóle znalazłeś?
Nie było w tym dużej tajemnicy, grałem w trzeciej lidze, która w Hiszpanii nazywa się Segunda División B, zaoferowali mi przyjazd do Polski. I wtedy się zaczęło. Interesowało mnie wszystko związane z waszą ligą. Tutaj wszystko ma większy rozgłos, wszystkie mecze są transmitowane. Zagrasz dobry mecz i wie o tym cała Polska. Jest tu też oczywiście wyższy poziom ekonomiczny. Otrzymałem szansę i z niej skorzystałem — wszystko wyjaśniliśmy, chociaż na początku były pewne problemy ze strony Gimnàsticu Tarragona. Dostałem trzy dni szansy na Litwie. Następnym razem jak przyjechałem, byłem zakontraktowany.

Zazwyczaj, gdy do naszej ligi przyjeżdża obcokrajowiec, pyta swoich rodaków o kraj, ligę, rekomendacje. Jak to było w twoim przypadku?
Nie znałem nikogo, przyjeżdżałem bez żadnych rekomendacji. Teraz znam Hiszpanów z Piasta, ale wcześniej nie miałem nawet kogo zapytać, informacje o Jagiellonii czerpałem z Internetu. Wpisujesz w Google czy Youtube i wyskakuje wszystko.

Wszystko, co wiedziałeś o Polsce, to były informacje zaczerpnięte z Internetu?
W zasadzie tak. Byłem na dwutygodniowych wakacjach w Krakowie, ale nie miało to nic wspólnego ani z transferem, ani z Białymstokiem. Kraków to większe miasto, bardziej wielokulturowe. W Białymstoku żyją chyba sami Polacy.

Skoro Jagiellonia nie spadnie, zamierzasz grać tu dalej?
Tak, mam jeszcze dwa i pół roku ważnego kontraktu.

Czyli przedłużyłeś go? Myśleliśmy, że masz kontrakt do grudnia.
Tak, to był kontrakt na rok, ale tuż przed waszą rozmową pilnie wezwali mnie do klubu i mam ten kontrakt właśnie tutaj, przy sobie. Nie będzie to moja decyzja, jeśli odejdę. Ja odpowiadam tylko na oferty z innych klubów, nie będę się pchał do transferu, na który musiałaby się zgodzić najpierw Jagiellonia, żeby zbić na tym interes. Czuję się tu dobrze, poznałem już miasto, co nie zajęło mi długo, mam tu znajomych.

Gdybyś miał ofertę, np. z Legii i możliwość powalczenia o Ligę Mistrzów…
Podoba mi się taka wizja, ale to Legia musiałaby wyjść z propozycją. Komu nie podobałaby się możliwość gry w Lidze Mistrzów, Lidze Europy, dla 20 000 osób, co zdarza się na Legii, Lechu, Wiśle, wielkich klubach w Polsce? Myślę, że nikt nie odrzuciłby takiej propozycji. Ale powtarzam, nigdy nie będę tą osobą, która zainicjuje czy też będzie naciskała na transfer. Najpierw dogadują się kluby, potem dopiero ja mam coś do powiedzenia.

Wielu specjalistów twierdzi, że jesteś najlepszym piłkarzem Jagiellonii. Co ty na to?
Jestem wdzięczny za tak miłe komentarze, kibice też dobrze przyjmują moją grę. Przy wynikach, jakie ostatnio osiągamy, trudno jest się jakoś wyróżnić. To jest tak, że jak zagrasz normalny mecz a drużyna wygra, mówią że zagrałeś dobrze. Jeśli zagrasz nawet lepiej, ale drużyna przegra, ocenią gorzej Twoją grę. Wyniki determinują odbiór Twojej osobistej postawy na boisku. Żaden z piłkarzy Jagiellonii nie jest zadowolony z ostatnich wyników, to jasne.

Ale chwalą cię nawet za przegrane mecze!
Aha, nie wiedziałem. Według mnie polska piłka nożna jest bazowana na sile zawodników.

Czy w tej kwestii polska Ekstraklasa jest podobna do Segunda B?
Tak. Natomiast w Primera División jest bardzo dużo wolnej przestrzeni, choć do pewnego momentu. Środkowy pomocnik czy nawet stoper może wyjść z piłką, bo nie ma takiego pressingu. Tutaj pressing jest wszędzie, w każdej strefie boiska. Jest to może mniej atrakcyjne dla oka, ale tak się tutaj gra i już, musze się przyzwyczaić.

Jak przyjąłeś na początku takie warunki gry? Pomyślałeś sobie „kurcze, może być trudno”?
Zacznijmy od tego, że na święta Bożego Narodzenia prawie nie miałem wolnego, cztery czy pięć dni, nic więcej, w Hiszpanii nie ma przerwy w grze rzędu miesiąca czy dwóch jak tutaj. Dzięki temu miałem dwa sezony przygotowawcze, bo w zasadzie nie przestałem grać w Hiszpanii, a na obóz do Turcji poleciałem z piłkarzami, którzy nie grali przez miesiąc. Tak, na początku fizycznie było bardzo ciężko. Mówiłem sobie „cholera, nie czuję nóg, jestem wykończony”.

Wiedziałeś, że w Jadze gra inny zawodnik, który mówi po hiszpańsku?
Alexis? Nie, nie wiedziałem, ale naprawdę pomaga mi najbardziej i to we wszystkim. Sprawy mieszkaniowe, papiery o pracę i takie sprawy, które musiałem załatwić. Przy kontrakcie również, wszystko mi tłumaczy.

Jesteś tu bez rodziny, bez dziewczyny.
Tak.

Nie miałeś problemów z aklimatyzacją? Nie narzekasz na słońce jak Arruabarrena? Kibu twierdzi, że to jeden z najważniejszych czynników tryumfu na boisku.
Nie, nie miałem takich problemów. Ale to prawda, że słońce wstaje bardzo wcześnie. Dziś poszedłem spać o czwartej nad ranem, bo po trzeciej wróciliśmy z Bełchatowa. I wstałem bardzo wcześnie, spałem może ze cztery godziny. Na początku miałem problemy, bo budziłem się o piątej nad ranem. Taka pora to w Hiszpanii środek nocy, tutaj już świeci słońce. No i jak już wstawałem, to nie kładłem się z powrotem.

Skoro wiesz, że zostaniesz tu na dłużej, zaprosisz rodzinę do Polski?
Jasne, do tej pory nie było do tego dobrej okazji, tato nie mógł dostać wolnego w pracy albo była okropna pogoda. Do połowy kwietnia padał śnieg.

Tak, ale ten rok był wyjątkowy, jeśli o to chodzi.
To samo mi powiedzieli. Ale jak widziałem pogodę za oknem, mówiłem „nie przyjeżdżajcie jeszcze”. Zaplanowaliśmy, że przyjadą w czerwcu czy lipcu, kiedy pogoda będzie już lepsza. Przyjedzie narzeczona, przyjedzie tata. On teraz ogląda wszystkie mecze Jagiellonii! Gdzie tam, on nawet ogląda te, w których Jagiellonia nie gra! Ostatnio mówi „a wiesz co, oglądałem sobie Piast-Zagłębie Lubin”. A ja do niego: „co robiłeś?!”. [śmiech]

Jakie jest twoje piłkarskie marzenie?
Grać w najlepszej lidze świata. W jednej z najlepszych: angielskiej, niemieckiej albo hiszpańskiej. Chociaż dobrze byłoby też zagrać w drugiej lidze niemieckiej czy angielskiej, to też jest wysoki poziom. W Hiszpanii w sumie też. Ale marzeniem jest pierwsza liga. No i oczywiście hiszpańska, bo najbardziej odpowiada mi styl gry: techniczny, szybki. Jestem świadomy tego, jak będzie trudno spełnić ten sen. Nie sądzę, żebym był w stanie to osiągnąć.

Czytaliśmy, że według Ciebie Iniesta to piłkarz wyśmienity. Nie sądzisz, że ma małą skuteczność?
Tak, ale on nie osiągnie nigdy poziomu Messiego czy Cristiano. Oni są wysoko ponad wszystkimi, niemniej on jest najlepszy z reszty. Ostatnio czytałem na Twitterze, że Mata w tym sezonie uzyskał dwie bramki więcej i tyle samo asyst co Silva, Xavi i Iniesta. I jest on tak samo oceniany jak ta trójka? Nie. Każdy z wymienionych to zawodnik typowo hiszpański, niski, szybki, z przeglądem gry i dobrym kluczowym podaniem.

Możesz powiedzieć coś więcej o Silvie i innych Kanaryjczykach?
Valerón, Rubén Castro też są z Wysp. Ale to Silva był moim idolem, wpatrywałem się w jego styl, starałem się grać podobnie. Później poznaliśmy się w Valencii, spotkaliśmy się w gronie rodzinnym. Bardzo go szanuję, wiem, że jako osoba jest dwa razy lepszy niż jako piłkarz, co tylko dobrze o nim świadczy.

Jak wspominasz czas spędzony w Valencii?
Przyszedłem tam w wieku siedemnastu lat, ale szybko wypożyczyli mnie i kilku innych do Puçol, co tak naprawdę było Valencią C. Trenerem był tam Luis Milla, trener olimpijskiej kadry Hiszpanii. Potem wróciłem do Valencii B, ale po czterech latach odszedłem. Nie wspominam może tego najlepiej, ale grać w rezerwach tak dobrego klubu, to było coś. Pierwsza drużyna była na wyciągnięcie ręki, jednak wtedy było trudniej, bo jak potrzebowali zawodników to ich kupowali. Teraz finansowo idzie im gorzej i może więcej szans dostają właśnie młodzi z Mestallety.

Wydaje ci się że łatwiej jest dostać się do wielkiego futbolu przez filię klubu grającą w trzeciej lidze czy grając w niezależnym klubie w trzeciej lidze?
Myślę, że teraz łatwiej dostać się z filii, bo w tej sytuacji ekonomicznej kluby częściej sięgają do swoich zasobów, zanim wydadzą na kogoś pieniądze. Wcześniej wydawano pieniądze na prawo i lewo.

To samo mówił Kibu, to jest zaleta kryzysu.
I ma rację!

Odważysz się ocenić Tomasza Hajtę? Wiesz, że wcześniej nie był trenerem, to były piłkarz?
Wiem, wiem. Myślę, że on i Dźwigała bardzo dobrze się uzupełniają. Hajto wie dużo o piłce, dobrze opanowaliśmy atak, chociaż trochę musimy popracować nad obroną. Oczywiście, że wyniki to nie tylko jego wina, również nasza, bo to my wychodzimy na boisko. On jest urodzonym motywatorem, świetnie potrafi do nas przemówić, a tę cechę szanuję u trenerów. Nie chciałbym, żeby ludzie oceniali go przez pryzmat ostatnich siedmiu meczów (2 punkty na 21 możliwych, 3 bramki zdobyte, 18 straconych). Wszyscy jesteśmy temu winni. Uważam, że ma dobry pomysł na grę, trzeba więcej popracować w obronie i będzie dobrze.

Sądzisz, że spełnił swoje zadanie?
Zespół stać na wyższą pozycję w lidze i trener o tym wie, dlatego nie jest zadowolony. Stać nas na pierwszą szóstkę, tak sądzę. Oczywiście, że są lepsze drużyny, ale każdy może wygrać z każdym. Wygraliśmy w Warszawie z Legią i w Poznaniu z Lechem.

Powiedziałeś w którymś wywiadzie, że nie potrafisz grać prawą nogą.
No tak, mam z tym problemy.

To jest problem praktycznie wszystkich polskich zawodników, oprócz tych najlepszych. Znasz może Polaka, którego to nie dotyczy?
[po dłuższej chwili zastanowienia] Chyba nie, bo na myśl przychodzą mi tylko ci najlepsi.

Co sądzisz o kibicach Jagiellonii i innych polskich drużyn?
Są w Polsce kibice, tacy jak Jagiellonii, którzy zasługują na słowa uznania. Przede wszystkim dlatego, że przychodzą na mecze w zimę przy -20°C, ciągle dopingują drużynę i są z nią cokolwiek by się nie działo. I bardzo mi się to podoba. Mój najlepszy moment w tym roku, to mecz w Gdańsku, gdzie na tym stadionie przy trzynastu tysiącach ludzi pokonaliśmy gospodarzy 3:2.

W Segunda B tego nie ma?
Nie, nie za bardzo. W Gimnàsticu było trzy, może cztery tysiące na najważniejszym meczu. Jasne, że jak drużynie idzie dobrze, to pojawia się więcej kibiców. W barażach o Segunda División przyjechali na boisko na Teneryfę i zobaczyli 25 tysięcy ludzi. Ale tak jest raz, ewentualnie dwa razy w roku.

Jak to jest, że wynurzasz się z Segunda B i radzisz sobie świetnie, a Nacho Novo nie potrafi zaistnieć?
A on tu grał?

Tak.
Nie wiedziałem tego. Wiem, że ja poradziłbym sobie w Segunda División, może nawet i w Primera — owszem, nie byłbym gwiazdą, ale ten styl gry mi odpowiada. A Nacho Novo grał w Segunda B, poszedł do Szkocji i to tam stał się gwiazdą. W tym momencie przechodzę tę samą przemianę. [śmiech]

Zamierzasz zacząć uczyć się naszego języka?
Tak, od przyszłego roku będę brał lekcję polskiego i angielskiego.

Sprawiasz wrażenie osoby strasznie wyluzowanej. Nie mówisz po polsku, ale niespecjalnie się tym przejmujesz. W czasie „Ligi+ Extra” też wydawałeś się zrelaksowany, mimo że to chyba najbardziej opiniotwórczy i najważniejszy program o futbolu w Polsce. Takie podejście ułatwia ci życie?
Ale ja nawet teraz się denerwuję. Tak samo było w „Canal+”. Myślałem tylko: „Co powiedzieć teraz?!”. Było o tyle łatwiej, że rozumiała mnie tłumaczka. Denerwuję się przed wywiadami, przed przyjściem tu też się denerwowałem. Cały się teraz pocę [śmiech]. Jeśli chodzi o dostosowywanie się do nowego otoczenia, to wydaje mi się, że mój stosunek jest bardzo dobry. Jestem osobą otwartą, z wszystkimi żyje mi się dobrze. W szatni najwięcej żartów robią sobie właśnie ze mnie. Trener Hajto robi mi je często, ale nie wszystkie rozumiem przez brak znajomości języka. Tłumaczy mi Alexis [Norambuena — przyp. red.]. Po wczorajszym remisie [rozmawiamy po meczu z Bełchatowem — przyp. red.] trener był zadowolony. Graliśmy na ciężkim terenie, przegrywaliśmy, ale udało się wyrównać, chociaż nie było łatwo. Cenny punkt. I za każdym razem, gdy Hajto kończy swoją przemowę, odwracam się do Alexisa i pytam: „Co powiedział?”. Tak samo przed meczem. Nie jest fajnie jak się wkurza. Wchodzi i krzyczy: „kurwa, kurwa…” — to akurat rozumiem [śmiech]. To normalne, że po porażce 0:3 jest wkurzony. Rzuca mięsem na wszystkie strony. I wtedy, jedyne co mówi mi Alex, to to, że „nie jest zadowolony” [śmiech]. To co złe, zawsze czyni bardziej delikatnym. Hajto: „Dani Quintana coś tam coś tam”. Alexis: „Dani, nie jest z Ciebie zadowolony”. Ale już to sobie uświadomiłem.

Jest w szatni ktoś, kto rozumie jeszcze mniej?
Kim [Min-Kyun Kim — przyp. red.]. Jestem w stanie wyłapać jeszcze jakieś pojedyncze słówka i zorientować się o czym mówisz. Rozumiem też po angielsku, chociaż nie mówię w tym języku. Ale jakoś się komunikuję. Dużo czasu spędzam z Gajosem i Kupiszem i rozmawiamy między sobą po angielsku. Za to Kim nie zna żadnego z tych języków. To bardzo dobry zawodnik, ale powinien zapisać się na zajęcia razem ze mną [śmiech]. Chociaż nie wiem czy są tu tłumacze polsko-koreańscy.

A co sądzisz o Frankowskim i Smolarku? Pięć, sześć lat temu były to największe gwiazdy polskiej piłki. Obaj grali też w Hiszpanii.
Ciągle nimi są. Wszyscy mają plakaty bądź zdjęcia Ebiego lub Franka. Idąc z Tomkiem po ulicy tak naprawdę idzie on sam. Ciebie nikt przy nim nie rozpozna i nie zwróci na Ciebie uwagi [śmiech]. Fajnie jest z nimi grać wiedząc, że Ebi był gwiazdą formatu światowego, a Franek chyba jednak bardziej polskiego.

Dlaczego w Hiszpanii nic nie osiągnęli?
Ebi był tam zbyt krótko, a Franek potrafił strzelać dla Elche. Nie udało mu się trafić do Primera División, wybrał inną drogę i grał w wielu krajach. Nie szło mu przecież źle.

Jesteś madridistą. Jak oceniasz zmiany, które zachodzą w ekipie Królewskich? Mówi się, że najbliżej objęcia posady trenera jest Jupp Heynckes.
Tak, słyszałem. Coś nie wyszło z Ancelottim. Myślę, że najlepiej jakby zakontraktowali Daniego Quintanę [śmiech]. Heynckes już był w Madrycie, zdobył Ligę Mistrzów i to co teraz zrobił w Monachium… Wyobrażacie sobie tam teraz Guardiolę?! Nie ma co poprawiać. Chyba, że powiększyć przewagę nad wiceliderem do 28 punktów [śmiech]. Sprowadziłbym Bale’a bez względu na cenę. Ludzie narzekają, że kosztuje tak dużo, ale przecież to nie oni będą za niego płacić. A Heynckes wydaje mi się menadżerem o profilu, jakiego potrzebuje Real. Nie będzie wokół klubu tyle zamieszania. Mourinho wcześniej był kochany, dziś jest nienawidzony ze względu na swoje komentarze. To ciągle jeden z najlepszych trenerów na świecie, temu nie zaprzeczymy, bronią go tytuły. Ale Real potrzebuje trochę spokoju i zarówno Heynckes, jak i Ancelotti są w stanie to zapewnić. Specjaliści wysokiej klasy. Byleby tylko ściągnęli Bale’a! [śmiech]

A co najbardziej zaskoczyło cię w Polsce?
To, że ludzie tak bardzo interesują się futbolem. Wielu kolegów z drużyny mówiło mi, że gra w piłkę nie jest tu zbyt piękna, ale ludzie i tak ją uwielbiają. Mnóstwo przychodzi na stadiony, ogląda mecze w telewizji. Kto na przykład chciałby oglądać wczorajszy mecz, poza moim ojcem [śmiech]? A jednak ludzie oglądają.

Cel na przyszły rok?
Walka o miejsca 1-4 i europejskie puchary. Jestem optymistą, ale myślę, że to realny cel. W tym sezonie potrafiliśmy pokonać te najlepsze ekipy, w przyszłym wystarczy grać z większą regularnością na takim poziomie. Mamy najwięcej remisów, więc trzeba popracować tylko nad szczegółami i będziemy walczyć.

Jesteśmy trochę zaskoczeni twoim optymizmem. Co robisz w wolnym czasie?
Nigdy nie jem w domu. Znam tu wszystkie restauracje. Na dole dają świetne sałatki [śmiech]. Do tego jest całkiem tanio. Wstaję, jestem trochę w domu, czasem jakiś spacer albo coś w tym stylu, potem coś zjeść i na trening. I znowu wracam tu. To chyba najładniejsza część Białegostoku [jesteśmy w samym centrum — przyp. red.]. Całego jeszcze nie zwiedziłem, bo do niedawna pogoda nie sprzyjała. Nie jest to wprawdzie Warszawa czy Kraków, ale dzięki temu jest mi łatwiej. Nie znam polskiego, ale wiem co powiedzieć w taksówce, chociaż na początku i z nazwą ulicy, na której mieszkam, miałem problem.

Taksówkarze cię rozpoznają?
Tak, ale za bardzo nie mamy jak pogadać. [śmiech]

Wracając jeszcze do Twojego trybu życia. Nikt chyba nie przyłapie cię tu na wizycie w McDonaldzie lub na nocnej zabawie…
Nawet nie lubię wychodzić nocą. I nigdy mnie nie zobaczycie na mieście po przegranym meczu. Jeśli gramy w niedzielę, to już w czwartek nigdzie nie wyjdę. Do tego potrzebuję dużo snu, w innym wypadku czuję się fatalnie. Wydaje mi się, że zachowuję się profesjonalnie, staram się zdrowo odżywiać, ale dużo mnie to kosztuje. Jest tu tyle fajnych rzeczy do jedzenia. Zaskoczyła mnie ilość zup, które jecie. Pytałem nawet Ebiego: „słuchaj, latem, przy 40°C też się tu je zupy?!” Ale teraz już sam je jem. Wszystko mi smakuje.

Odwiedzałeś inne części Polski?
Kiedyś przez tydzień byłem w Krakowie. Bardzo podoba mi się to miasto. Byłem też kilka razy w Warszawie — w Canal+ i gdy mieliśmy wolny weekend. Stadion Narodowy robi niesamowite wrażenie, ale to zupełnie inne miasto niż Kraków. Oba piękne, Warszawa nie tak zabytkowa, bardziej nowoczesna, ale wybieram Kraków i to tam prędzej zabrałbym swoją dziewczynę.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *