Przepytujemy: Sergio Escudero

Rozmawiali: Dominik Piechota, Maciej Marcinkiewicz

Piłkarskim światem wstrząsnęła tegoroczna dominacja niemieckich klubów. Anglicy musieli grzecznie znosić świętowanie rywali na własnym podwórku,a Hiszpanie zmierzyli się z podważeniem autorytetu Barcelony i Realu. Niemcy wzięły górę nad piłkarską Europą, a my postanowiliśmy porozmawiać z piłkarzem, którzy doświadczył kopania futbolówki w obu krainach. Hiszpania czy Niemcy? O TYM OPOWIE SERGIO ESCUDERO, PIŁKARZ SCHALKE GELSENKIRCHEN

Sergio Escudero

Zacznijmy od twojej przyszłości. Planujesz powrót do Schalke czy chciałbyś znaleźć klub w Hiszpanii?
Wciąż mam ważny kontrakt z Schalke i chciałbym go dokończyć. Byłem bardzo szczęśliwy grając w Gelsenkirchen, a ponadto mam bardzo dobre relacje z ludźmi stamtąd. Powrót to lepsza opcja. Wyjeżdżając z kraju poznajesz nowe perspektywy, niekiedy korzystniejsze.

Gdzie mają lepszą infrastrukturę?
Zdecydowanie lepiej to wygląda w Niemczech. Zresztą… tego, w jaki sposób pracują tam kluby oraz jak dobrze zorganizowana jest liga, nie można porównywać. Instytucje kontrolujące rozgrywki są bardziej funkcjonalne, ewentualne nieprawidłowości w klubach wykrywają dużo wcześniej. Jeśli sytuacja finansowa drużyny budzi wątpliwości, to automatycznie jest degradowana do niższych klas rozgrywkowych. Ostatnio w Hiszpanii zaczęto przywiązywać do tego większą wagę i mam nadzieję, że to rozwiąże pewne problemy. Kibice to też inna bajka.

Zatem czym różnią się kibice hiszpańscy i niemieccy?
Fani w obu krajach są specyficzni, ale gdyby ich porównać, to można odnieść wrażenie, że zajmują się innymi dyscyplinami. Tam [w Niemczech] ludzie bardziej żyją piłką nożna, wszyscy są kibicami, mecz to święto narodowe.

Jakie są twoje najlepsze wspomnienia z gry na niemieckich murawach?
Poza osiągnięciami sportowymi, takimi jak zdobycie mistrzostwa kraju czy Superpucharu Niemiec, to właśnie fani na stadionach zostaną na zawsze w mojej pamięci. Coś niesamowitego!

Popatrzmy na aspekty piłkarskie. Jaka jest różnica pomiędzy kulturą gry w Hiszpanii a Niemczech?
Najbardziej widoczna różnica objawia się na treningach. W Niemczech szkolenia skupiają się przede wszystkim na przygotowaniu fizycznym, a w Hiszpanii skupiamy się głównie na technice. Więcej trenujemy z piłką, zdecydowanie mniej harujemy. Obecnie możemy obserwować, jak rośnie potęga futbolu niemieckiego. Oni grają coraz lepiej w piłkę i widać to było w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów, w której do finału awansowały Bayern i Borussia. Co wyróżniało ich na tle rywali? Przygotowanie fizyczne. Biegali jak roboty. Natomiast w Hiszpanii przychodząc na trening, nastawiasz się na kontakt z piłką, podania, technikę użytkową, nawet zabawę. Dwa różne światy. Tam preferują dyscyplinę.

Najlepszy piłkarz, z jakim dzieliłeś szatnię? Podobno twoim wzorem jest Rakitić.
Myślę, że on nie ma sobie równych. To jest gracz znany i szanowany na arenie międzynarodowej. Pokazał to już w reprezentacji i pokazuje to też teraz, grając w Sevilli. Pod względem fizycznym to prawdziwy zwierzak, a jego technika… pozazdrościć! Od razu uprzedzam, że nie dam wam jego numeru, bo mnie zabije. [śmiech]

Mówi się, że większość zdolnych piłkarzy grających w średnich hiszpańskich klubach musi wyjechać za granicę, żeby zaistnieć. Przykładem jest Michu. Zgodzisz się?
Wydaje mi się, że po dobrym sezonie można oczekiwać transferu za granicę i to pomaga w zaistnieniu w świadomości futbolowych kibiców. Taki jest cel naszej pracy i wszyscy piłkarze lubią, kiedy ich nazwisko jest znane w całej Europie. Nie oszukujmy się, że w Hiszpanii każdy spogląda na Barcelonę oraz Real, ale zaistnienie tam wymaga najwyższych umiejętności. Jeśli nie udaje się wybić na arenie narodowej, warto spróbować wyjazdu. To naturalna kolej rzeczy. W innych krajach mamy więcej przetasowań w czołówce, u nas to utarty schemat.

Kibice śmieją się, że Getafe to klub bez ambicji, będący od zawsze w cieniu Realu i Atlético. Czy tego klubu nie stać na nic więcej?
Głupoty! Getafe to klub, który od dziewięciu lat gra w Primera División i krok po kroku się rozwija. Trudno porównywać się do Realu. To przecież klub najlepszy na świecie… [dłuższa chwila zawahania] No, przynajmniej jeden z najlepszych na świecie. Zatem jakiekolwiek porównania do nich byłyby zwyczajnie niestosowane. Przed Getafe dziesiąty rok w La Liga i to dla wszystkich bardzo ważne, że mając taką konkurencję, wciąż może grać na tym poziomie rozgrywek. Jeszcze przyjdzie czas tego klubu. Zaskoczyło Rayo, czemu Getafe nareszcie miałoby nie zaskoczyć? W drużynie panowała dobra atmosfera, byliśmy skupieni, mieliśmy nadzieję na puchary. Chłopaki pewnie spróbują za rok.

Czego nauczył cię wyjazd do Gelsenkirchen? Różnica światów była powalająca?
Przede wszystkim oba kraje znacząco się od siebie różnią, zwłaszcza pod względem futbolu. Co nowego mnie spotkało? Grałem w zespole walczącym o najwyższe cele, takie jak Liga Mistrzów czy Liga Europy. To było wspaniałe, doświadczyłem czegoś nowego i jednocześnie lepszego. Poznałem nową kulturę, obyczaje, język… nawet śnieg [śmiech]. Szczerze? Jednak trudno byłoby mi wybierać. Niemcy pozwoliły mi spojrzeć na wszystko z nowej, alternatywnej perspektywy. Z kolei w ojczystym kraju znam świetnie kulturę i język, dlatego lepiej odnajduję się w klubie i środowisku. Przebywanie w każdym z tych krajów ma zarówno swoje wady, jak i zalety. Prawdę mówiąc, jestem tak samo szczęśliwy będąc tutaj, jak wtedy kiedy byłem w Schalke i odnosiłem sukcesy. Piłkarz to także człowiek. Czasem rodzina jest ważniejsza niż osiągi zawodowe. Nawet jeśli robią ci takie niespodzianki [śmiech] [Bliscy z Valladolid odwiedzili Sergio bez zapowiedzi, przez co nasza rozmowa opóźniła się o kilka dni — przyp. Red.].

Kiedy dołączyłeś do Schalke, to czułeś, że brakuje ci dużo pod względem fizycznym?
Zdecydowanie. Tak jak mówiłem, tamtejszy futbol jest dużo bardziej fizyczny. Dołączyłem do drużyny mając dwadzieścia lat, byłem dość młody i potrzebowałem kilku miesięcy, żeby przygotować się do rywalizacji na tej płaszczyźnie. Przez kilka miesięcy nie grałem, ale bardzo zależało mi na tym, żeby trener stawiał na mnie i dawał mi kolejne szanse. To odrobinę bolało, bo przyswojenie sobie nowej filozofii nie jest kwestią dni, jak niektórym może się wydawać.

Przychodzi czas podsumowań. Uważasz ten sezon za udany? Nie grałeś zbyt często, ale kiedy występowałeś to twoja gra naprawdę robiła wrażenie.
Przez pierwsze sześć miesięcy w Niemczech nie grałem wcale. Trener nie stawiał na mnie, więc szukałem okazji, żeby się stamtąd wyrwać. I tak tymczasowo znalazłem się w Getafe. Po przeprowadzce było bardzo ciężko, gdyż nie grając przez pół roku w niczym nie przypominasz samego siebie. Konkurowanie w takim stanie z zawodnikami będącymi w rytmie meczowym to prawdziwy horror. Jestem jednak zadowolony z tego, co udało mi się wnieść do drużyny. Zbierałem mnóstwo pochlebnych recenzji i narobiłem trochę szumu na murawie, ale zawsze można powiedzieć, że mogę grać jeszcze lepiej.

A jakie są twoje cele na nadchodzący sezon?
Przede wszystkim chcę grać od początku sezonu w pierwszej jedenastce i pokazać światu, jakim naprawdę jestem piłkarzem. Nie rozmawiałem jeszcze z trenerem i nie wiem, jaki ma plan wobec mnie. W każdym razie, postawiłem sobie cel, który muszę zrealizować. To jest mój czas [śmiech].

Co możesz powiedzieć o polskim futbolu? Znasz jakichś piłkarzy lub kluby?
Szczerze mówiąc, nie wiem zbyt wiele o lidze polskiej i nigdy się nią nie interesowałem, ale za to znam kilku graczy. Ten gwiazdor z Dortmundu… o, Lewandowski. On jest z Polski, prawda? Do tego Błaszczykowski i Piszczek, bo zawsze się mówi, że pochodzą z jednego kraju. Cała trójka to świetni piłkarze, którzy grają na najwyższym światowym poziomie. Przyznam, że byłem nieco zaskoczony grą polskiej reprezentacji podczas Euro 2012.

Dlaczego ?
Nie spodziewałem się, że to drużyna, której wszyscy zawodnicy, od bramkarza po napastników, walczą razem przez pełne 90 minut. Szczerze mówiąc, byłem pozytywnie zaskoczony postawą waszej reprezentacji. Cóż, nie udało się wam wyjść z grupy, ale dotychczas traktowałem Polskę jak jakichś kelnerów, a ten turniej udowodnił mi, że macie wiele do zaoferowania. Choćby zmiana poglądu waszej kadry świadczy o naprawdę dobrej grze i walecznym zespole.

My myślimy inaczej, ale miło słyszeć. W społeczeństwie utarł się mit piłkarza-analfabety. Jaką książkę ostatnio czytałeś? Sięgasz czasem po biografię znanych piłkarzy?
Niestety, jestem tylko potwierdzeniem stereotypu [śmiech]. Nie czytam zbyt dużo i do tych książek sportowych także nie zajrzałem. Nie jest to kwestia braku czasu. Po prostu nie czytam, wolę inne rzeczy.

No to może kino. Ulubiony film?
O, tu już trafiliście. Mój ulubiony film to „Gladiator” Ridleya Scotta. Fenomen! Można w nim zobaczyć dużo scen, gdzie po prostu się nawalają, ale można też nauczyć się charakteru i woli walki. Główny bohater zawsze staje naprzeciw problemom, jest prawdziwym walczakiem, jakim piłkarze powinni być na boisku. Przyznam, że ten film daje mi pozytywnego kopa przed meczami. I nie tylko mi, wielu kumpli z boisk uwielbia „Gladiatora”. Dzięki takim filmom, znajdujesz w sobie siłę w sytuacjach kryzysowych i zawsze wiesz, że dasz radę.

Faktycznie, ponosi cię przy takich filmach. Nie zyskałeś jeszcze pseudonimu Gladiator w szatni?
Nie, nie [śmiech].

A jakiej muzyki słuchasz?
Wszystko zależy od sytuacji. Kiedy zdarzy mi się być na imprezie, słucham elektro latino, które jest teraz bardzo popularne. Natomiast w domu stawiam raczej na spokojniejsze brzmienie. Jeszcze sąsiedzi donieśliby, że słucham takich ostrych kawałków, a wtedy znalazłbym się na okładkach gazet jako „Escudero-imprezowicz” [śmiech].

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *