Przetarte szlaki francuskiego futbolu

Autor: Radosław Mikuś

Wyobraźmy sobie na chwilę, że Primera División zniknęła z futbolowej mapy Europy. Tak, wiem, że brzmi to dosyć przerażająco, ale nie w tym rzecz. Zastanówmy się nad tym, gdzie tej hiszpańskiej piłki byłoby wtedy najwięcej. Jest Anglia z Matą, Cazorlą czy Silvą, są Włochy z Borją Valero i Bojanem, a do pomocy dorzucą się także zachodni sąsiedzi, Portugalczycy, gdzie występują Rodrigo, a także Diego Capel. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że wśród wyżej wymienionych nacji brakuje drugiego sąsiada Espanii, a mianowicie kraju żab i wieży Eiffla. Francja, bo o niej mowa, co wręcz kuriozalne, wśród drużyn z dwóch najwyższych klas rozgrywkowych nie ma ani jednego zawodnika pochodzącego z Hiszpanii.

Zacznijmy od liczb, które przedstawią wam sytuację nieco dokładniej. Aż 70 Hiszpanów grało w Ligue 1 od roku 1932, czyli od początku istnienia tych rozgrywek. Można by powiedzieć, że to całkiem solidny wynik, biorąc pod uwagę przybliżoną do niej liczbę 80 Francuzów w całej historii Primera División. Różnica jest jednak ogromna, ze względu na to, że kiedy w XXI wieku 54 trójkolorowych grało w La Liga, we Francji było tylko piętnastu Hiszpanów. Dziwne? Będzie jeszcze bardziej. Dziesięciu z nich uciekło już po pierwszym sezonie, a reszta po dwóch. Ostatnim takim zawodnikiem był dobrze znany kibicom Chelsea César Azpilicueta. Od jego czasu matadorzy po prostu tam nie występują.

Przygotowując się do tego artykułu postanowiłem zapytać o opinię jednego z historyków, ponieważ myślałem, że może na zajęciach mnie coś ominęło, a brak zainteresowania ligami francuskimi to czysta polityka i uprzedzenia międzynarodowe. Odpowiedź, jaką dostałem, była dosyć klarowna. „Jedyne, co może ich od siebie odciągać to kuchnia. Nie było konfliktów między tymi krajami”.

Skoro winna nie jest historia, to może jest nim poziom ligi, który faktycznie trochę odstaje od czołówki europejskich rozgrywek? Właśnie tutaj dopatrywałbym się największego problemu. Skoro mogę grać „w domu” na wyższym poziomie, to po co mam wyjeżdżać poza granice kraju, gdzie gra się gorzej? Teraz Francja stała się krajem ciekawym pod względem piłkarskim ze względu na PSG, które gra wyraźnie lepiej niż wszystkie inne tamtejsze kluby, ale w dalszym ciągu jest tylko przystankiem w karierze.

Na przeszkodzie stoi też to, że liga francuska jest dużo bardziej zdyscyplinowana taktycznie od innych rozgrywek. Dowodem na moje słowa jest to, że nawet początek Zlatana Ibrahimovicia we Francji do łatwych nie należał. Kanté i Corchia z Sochaux, Poulard z Ajaccio, Clerc z ASSE, to tylko kilka przykładów zawodników, z którymi Ibra męczył się niemiłosiernie. Powiecie mi, że w Anglii gra się ostrzej, a Zlatan to Szwed, a nie Hiszpan? I macie rację, tylko tamte rozgrywki są dużo bardziej prestiżowe, a sam Zlatan, jako dobrze zbudowany zawodnik powinien mieć łatwiej, a wcale tak nie było w starciu z silnymi obrońcami.

Na pewno nie pomogą teraz też 70-procentowe podatki dla najbogatszych. Kto normalny będzie chciał oddać tyle swojego tak po prostu? Jedyną możliwością jest wybór gry dla Monaco, gdzie ze względu na położenie, to prawo nie obowiązuje, ale niekoniecznie będziemy tam mile widziani. Castingów niestety nie organizują, bo nie mają takiej potrzeby. Mogą pozwolić sobie na wybór każdego, no… prawie.

Na finanse wskazuje też były trener Legii Warszawa, Śląska Wrocław czy chociażby Paris FC, Stefan Białas, który jest komentatorem rozgrywek ligi francuskiej w Canal+. Francja jest najbiedniejszym krajem z tych pięciu najlepszych lig europejskich. Ma dużo mniejszy budżet od Premier League, gdzie odchodzi wielu Francuzów. Tam ich kontrakty są wielokrotnie pomnażane. Hiszpanie przede wszystkim mają dobrze rozwinięte szkolenie młodzieży, a kluby stawiają na wychowanków. Posiadają też większy budżet. „Podatki wystraszyły nawet wielu Francuzów i znowu będzie odpływ tych najlepszych zawodników. A co do Monaco, to na razie ma dużą korzyść, ale już chcą, żeby przenieśli się pod jurysdykcję francuską”.

Trener Białas odniósł się także do ostatniego Hiszpana w Ligue 1, Césara Azpiliquety. „Azpiliqueta grał we Francji, bo był młodzieżowcem, a nie zawodnikiem, który przebił się do pierwszej reprezentacji czy w swoim klubie był wielką gwiazdą”.

Jak widać, możliwości jest kilka. Wydaje się jednak pewne, że nie zapowiada się na nagły wzrost zainteresowania ligami francuskimi wśród Hiszpanów. Mam jednak szczerą nadzieję, że na fali zainteresowania Paris Saint-Germain i AS Monaco znajdą się wyjątki. W końcu każda liga zasługuje na swojego Matę.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *