Thibaut w drodze do wielkości

Autor: Piotr Dyga

Bramkarz Atlético Madryt jest zawodnikiem, którego progres w ostatnich latach jest czymś prawdopodobnie bezprecedensowym. Belg w ciągu dwóch sezonów z gracza niemal anonimowego stał się kimś, kto lada chwila będzie najlepszy na świecie.

courtois

Mówi się, że miarą wielkości człowieka jest to, u kogo potrafi on wzbudzić poczucie zagrożenia i niepewności. Jeśli to powiedzenie faktycznie jest prawdziwe, nasz bohater ma prawo do samozadowolenia. Abel Resino, legendarny bramkarz Atlético Madryt i zdobywca Trofeo Zamora za rok 1991, powiedział niedawno, że jeśli Thibaut Courtois chce zbliżyć się do jego osiągnięć i pozycji, musi znacznie bardziej się postarać i bronić znacznie więcej niż teraz. „Na razie jeszcze nie jest na szczycie, ale oczywiście życzę mu wszystkiego najlepszego” — zapewnił Kastylijczyk. Słowa te w środowisku fanów Los Colchoneros zostały odebrane bardzo negatywnie, bo o ile Abel znany jest z ciętego języka i wysokiego mniemania o sobie, o tyle dotychczas nikt nigdy nie był w stanie zarzucić mu wypowiedzi w jakikolwiek sposób podważających osiągnięcia zawodników Atléti.

Ryzyko czasami popłaca

Resino jest posiadaczem rekordu ligi, jeśli chodzi o liczbę minut bez wpuszczonego gola: 1275 minut. Do niedawna miał na swoim koncie również najdłuższe klubowe passy czystych kont na wyjazdach i w meczach domowych, ale w tym sezonie obie zostały mu odebrane przez Courtois. Belg, gdy przychodził do Atlético, był postacią właściwie anonimową. Wiadomo było, że dysponuje ogromnym talentem, że w ojczyźnie swoimi interwencjami przyprawiał napastników o stany depresyjne, ale nikt tak naprawdę nie wiedział, jak wysoki młodzieniec poradzi sobie w wielkim futbolu. Chelsea wypożyczyła go do Madrytu, by go sprawdzić. Atlético dwa lata temu było drużyną daleką od stabilności, trenerem był bezbarwny Gregorio Manzano, klub opuścił David de Gea, a o miejsce między słupkami głośno dopominali się Sergio Asenjo i Joel Robles. Ekipa Romana Abramowicza zaryzykowała, ale nie było to ryzyko wielkie. Anglicy mieli Petra Čecha, więc mogli pozwolić sobie na zabawę z karierą Thibauta. W końcu prawdziwy talent zawsze się obroni, przynajmniej tak powinno być. Belg bardzo szybko zaczął występować w podstawowym składzie, bardzo szybko zaczął zaliczać występy na zaskakująco wysokim poziomie. Od czasu do czasu popełniał błędy, ale te bardzo szybko były zapominane, bo w końcu piłkarz młody, niedoświadczony, jakiś taki jakby nie do końca pewny siebie… Od sierpnia do grudnia widzieliśmy Belga grającego tak, jakby mógł z niego wyrosnąć zawodnik światowego topu. A potem przyszedł Diego Simeone.

Argentyńskie rządy

Gdy w Madrycie pojawił się Cholo ze swoją argentyńską świtą, wszyscy skupili się na osobie niezwykle medialnego pierwszego trenera, a także na jego asystencie, słynącym z łatwo puszczających nerwów Mono Burgosie. Osoba Pablo Vercellone przeszła niemal niezauważona, a chyba nie powinna. Latynos, chociaż profesjonalnej kariery nigdy nie zrobił, jest postacią bardzo ciekawą. Swój pierwszy zawodowy mecz jako golkiper Estudiantes La Plata rozegrał przeciwko drużynie Boca Juniors (!), mając siedemnaście (!) lat. Wpuścił trzy bramki i trzy lata później odszedł z klubu swojego życia, by przez następnych kilka sezonów grać w rezerwach lub tułać się po niższych ligach. Nigdy nie podpisał profesjonalnego kontraktu. Vercellone spotkał się z Diego Simeone w La Placie. Pablo trenował tam młodych bramkarzy, ale Diego szybko włączył go do swojego sztabu. Gdy przyszła oferta z Atlético, Vercello również dostał propozycję pracy. Dziś mówi się, że na ławce trenerskiej obok Cholo i Mono Burgosa najwięcej do powiedzenia ma właśnie Vercellone.

Zmiana, jaką przeszedł Thibaut Courtois pod wodzą Argentyńczyków, jest zadziwiająca. Już po paru tygodniach widać było pierwsze różnice. Belg nabrał pewności siebie, zaczął krzyczeć, ustawiać kolegów i dyrygować defensywą w sposób łudząco podobny do tego, jaki praktykuje w Realu Madryt Iker Casillas. Refleks młodzian zawsze miał niesamowity Podobnie jest z grą w powietrzu — w tym aspekcie nie trzeba było niczego poprawiać. Bardzo ważne były za to zaniedbane za czasów Gregorio Manzano kwestie mentalne. Zawodnicy znad rzeki Manzanares długo uchodzili za najbardziej beznadziejną i bezsilną w trudnych momentach drużynę ligi. Dobry, zjednoczony i podobnie myślący sztab szkoleniowy okazał się kluczowy.

Aklimatyzacja

Thibaut, chociaż w Madrycie przebywa na zasadzie wypożyczenia, od początku bardzo mocno identyfikuje się z klubem. Języka hiszpańskiego nauczył się w mgnieniu oka, a teraz posługuje się nim z taką łatwością, że jego nawet jego koledzy są zaskoczeni. Dani Hidalgo, zajmujący się Atlético dziennikarz stołecznego „Asa”, pytany o to rolę Belga w szatni, odpowiada: „On jest jednym z liderów, to największy żartowniś, wszyscy go uwielbiają. Courtois, gdyby istniała taka możliwość, pewnie chętnie zostałby w Madrycie na długie lata. Jest bez pamięci zakochany w mieście, uwielbiany przez kibiców, zdobywa trofea, decyduje o losie meczów. Niczego więcej do szczęścia mu nie potrzeba”. „Jeśli pozwolą mi tu zostać jeszcze dwa, trzy albo dziesięć sezonów, to będę zachwycony” — zapewnił Thibaut w wywiadzie dla „Mundo Deportivo”.

Tym, co sprawiło, że Belg tak szybko wpasował się w madrycki kolektyw, był charakter bramkarza. Portero zawsze bardzo ciężko pracuje na treningach i często powtarza, że nigdy nie czuje, że ma zagwarantowane miejsce między słupkami: „Jeśli będę źle pracował, a Sergio [Asenjo — przyp. red.] będzie pracował dobrze, to trener postawi na niego” — tłumaczy. Ciągła rywalizacja połączona ze świadomością, że rywal do miejsca w składzie jest również wybitnym specjalistą, sprawia, że Courtois w każdym spotkaniu daje z siebie wszystko. A gdy coś mu nie wychodzi, to nigdy nie stara się szukać wymówek. „Jeśli to moja wina, to biorę to na siebie, trzeba umieć przyznać się do błędów. Każdy je popełnia, ale jeśli to twoja wina, masz obowiązek to przyznać. W końcu piłka wpada do twojej bramki”.

Świetlana przyszłość

Thibaut Courtois jest drugim najmłodszym zdobywcą Trofeo Zamora w historii ligi hiszpańskiej, jest w tym momencie być może najlepszym bramkarzem Primera División. Żaden portero młodego pokolenia nie może się z nim równać, bo żaden nie jest tak uniwersalny jak Belg. Niektórzy są nieco lepsi w grze nogami, niektórzy są w stanie wyciągnąć piłki lecącej bliżej spojenia, ale to golkiper Atlético jest tym jedynym, który łączy w sobie wszystkie cechy wybitnego golkipera. Jest jak Iker Casillas, tylko z doskonałymi umiejętnościami grania w tłoku. Jest jak Valdes, tylko z chłodną głową, jak Neuer bez doprowadzonej do przesady pewności siebie. Courtois ma zapisane w genach bycie najlepszym na świecie i chyba tylko arcypoważna kontuzja może mu w realizacji celu przeszkodzić. 21-latek jest tak dobry, że fani Atlético w mediach społecznościowych prześcigają się w publikacji fotek imitujących najlepsze interwencje Belga. Bramkarz, zwany przez kolegów Tibo, ma bardzo niewielu krytyków, bo i bardzo niewiele można mu zarzucić. Ludzie szczególnie złośliwi twierdzą, że Belg nie będzie na szczycie, jeśli nie sprawdzi się w Lidze Mistrzów. Na szczęście zagra tam już za kilka miesięcy. I trudno wyobrazić sobie, żeby zawiódł. Dotąd przecież nigdy nie zawodził. Jego koronacja na najlepszego portero globu może być odroczona o rok, dwa alby trzy, ale w końcu wszyscy inni pretendenci, wszystkie Casillasy, Čechy, Buffony będą musiały się poddać, bo Thibaut Courtois to bramkarz, który na szczyt wejść po prostu musi.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *