Wzloty i upadki Jonathana Soriano

Autor: Piotr Dyga

Jonathan Soriano jest piłkarzem-sinousoidą. Jego kariera wygląda jak jazda kolejką górską. Ciągłe podnoszenie się z kolan. Walka z kontuzjami i załamaniami formy przeplatana imponującymi popisami indywidualnymi. Sezony z kilkudziesięcioma bramkami i rozgrywki na zawstydzająco niskim poziomie. Wielkie sagi transferowe i ciche przenosiny do trzecioligowców. Czasami przez parę lat praktycznie znikał z radarów futbolowych mediów. Ale zawsze wracał.

Soriano

Koledzy nazywają go Johnem. Brzmi lepiej, mówią. John urodził się w 1985 roku i miał szesnaście lat, gdy władze Espanyolu, klubu, w którym trenował od najmłodszych lat, postanowiły przesunąć go do drużyny rezerw. To było spore wydarzenie — naprawdę sporadycznie zdarza się, by tak młodzi zawodnicy byli awansowani tak wysoko. „Papużki” z Barcelony bardzo liczyły na wychowanka, zwłaszcza w tak trudnych czasach. Przypominamy: w sezonie 02/03 w ciągu czterech pierwszych miesięcy Espanyol trenowali trzej szkoleniowcy. Najpierw był Juande Ramos, potem Ramón Moya, a na koniec Javier Clemente. Traf chciał, że Soriano zadebiutować pozwolił akurat ten drugi. U blondyna z Barakaldo mogłoby być trudno — Bask nigdy nie uchodził za człowieka znającego się na futbolu młodzieżowym. W każdym razie John dostał upragniony debiut. Miał wtedy siedemnaście lat i dwa miesiące, co dawało mu trzecie miejsce w historycznej klasyfikacji klubu obejmującej najmłodszych debiutantów (teraz w tej klasyfikacji Katalończyk jest piąty, wyprzedzili go Paul Quaye i Óscar Sielva). Przez następne trzy sezony Soriano siedział okrakiem między rezerwami a pierwszą drużyną.

UCIECZKA W PRZECIĘTNOŚĆ

W Espanyolu B miewał naprawdę przyzwoite passy. W Primera División nigdy tak naprawdę nie zaistniał. Nie wywalczył również miejsca w pierwszym składzie, w 43 spotkaniach w najwyższej klasie rozgrywkowej strzelił zaledwie trzy gole. Mało tego — trzy razy wysyłany był na wypożyczenie. Kolejno do Almeríi, Poli Ejido oraz Albacete. Najlepiej radził sobie w tym pierwszym klubie, gdzie w siedemnastu meczach sześć razy trafił do siatki, co było wynikiem przyzwoitym, jednak niepozwalającym sądzić, że w Jonathanie jest jakiś talent, który dałoby wykorzystać się w La Liga. Ot, przeciętny napastnik, jakich wielu. Co z tego, że w czterech meczach w kadrze do lat 21 zdobył osiem bramek, skoro w słabiutkim Poli Ejido w tuzinie spotkań bramkarza rywali pokonał ledwo dwa razy?

ZAGUBIONY TALENT

Gdy po sezonie 07/08 okazało się, że Dani Sánchez Llibre i inni działacze Espanyolu ciągle nie mają w planach zmienić pozycji Soriano w drużynie i na następny sezon wysyłają go na wypożyczenie do trzeciej ligi, John zupełnie stracił nadzieję na zrobienie wielkiej kariery. Dobrze świadczy o tym fakt, że po wygaśnięciu kontraktu z „Papużkami” zdecydował się na zwrócenie do AFE (hiszpańskiego związki piłkarzy) z prośbą o pomoc w znalezieniu pracodawcy. Typowany parę lat wcześniej na gwiazdę światowej piłki młodzieniec sięgnął dna. Działacze AFE, korzystając z tego, że Soriano nie został całkiem zapomniany i jeszcze w paru miejscach mógł cieszyć się jako taką renomą, zaproponowali mu parę ofert. Kilka z Segunda División, ale większość z Segunda B. Napastnik zdecydował się na nieco kontrowersyjny krok i wybrał walczącą w trzeciej lidze drużynę Barça Athletic. Swoją decyzję argumentował tym, że nie czuje się na siłach, by startować z wyższego pułapu oraz możliwością współpracy z Luisem Enrique — idolem z dzieciństwa. Barcelona podpisała ze snajperem umowę tylko na rok. Ewentualne jej przedłużenie zostało uzależnione od tego, jak dużo meczów rozegra Katalończyk i jak wiele goli strzeli.

NIESPODZIEWANE ODRODZENIE

Śmieszna sprawa. Soriano odżył. Wykres sinusoidy poszybował w górę. Barcelona Athletic awansowała do Segunda División po raz pierwszy od jedenastu lat, a Soriano był w zgodnej opinii ekspertów jednym z ojców niewątpliwego sukcesu. Rok później było jeszcze lepiej, a Katalończyk został Pichichim drugiej ligi, pokonując bramkarzy rywali aż 32 razy. Wydawało się, że kluby La Liga będą się biły o świeżo zmartwychwstałego snajpera. Wiadomo — Segunda to nie Primera, ale mimo wszystko w przeszłości wybitni goleadorzy drugiej ligi raczej bez trudu znajdowali zatrudnienie w najwyższej klasie. Problemem mogła być też zmiana trenera. Uwielbianego przez Soriano Luisa Enrique zastąpił nieco apodyktyczny i przy ustalaniu jedenastki nie zawsze kierujący się tylko umiejętnościami piłkarzy Eusebio. „Rozmawiałem z Eusebio i powiedziałem, że jeśli nie znajdę nowego klubu, to nie będę miał problemu z pozostaniem na kolejny sezonu w Barcelonie B. On stwierdził, że na mnie liczy i będzie cieszył się, jeśli zostanę” — mówił Jonathan w dość emocjonalnym wywiadzie dla „Mundo Deportivo”. „Chcę jasno stwierdzić, że zostanie tutaj to będzie dla mnie krok w tył. Pytałem działaczy, dlaczego nie chcą mnie sprzedać. Mówili, że problemem jest to, że kluby nie chcą zapłacić sumy z klauzuli [trzech milionów euro — przyp. red.]. Ale ja nie widzę problemu! Nie muszą wpłacać klauzuli! Moim celem jest odejście, a ich moje pozostanie” — denerwował się.

Jonathanowi nie podobało się to, że działacze próbują go mamić wizją gry w pierwszej drużynie. Pep Guardiola pozwolił napastnikowi zadebiutować w meczu Pucharu Króla (dziewięć minut na murawie, nic wielkiego) i to był koniec uprzejmości. Mister zupełnie nie widział Soriano w swojej drużynie w roli innej niż uczestnik letniego obozu przygotowawczego czy zapchajdziura podczas gierek treningowych. I nikt Guardioli się nie dziwił. Nawet John. Piłkarz dobrze wiedział, jakie jest jego położenie. Nie zgrywał nie wiadomo kogo. Chciał odejść. Kluby Primera mu nie ufały. Mówiło się o kilku możliwych kierunkach, ale akurat w Hiszpanii ciągle pokutowała legenda Soriano — gracza ciągle łapiącego kontuzje i grającego co najwyżej przeciętnie. Dlatego, gdy podczas zimowego okienka transferowego Barcelona w końcu odpuściła i obiecała przyjąć ofertę wyraźnie niższą niż te nieszczęsne trzy miliony, Jonathan był zdeterminowany, by zrobić jeszcze raz to, co zrobił przy okazji transferu do rezerw Dumy Katalonii.

WYGODNE ROZWIĄZANIE

Przyjął ofertę klubu ze słabszej ligi, ale za to pozwalającego na wykonanie w przyszłości być może jeszcze jednego ataku na wielką piłkę. Red Bull Salzburg był zachwycony tym, że piłkarz, by grać w Austrii, odrzucił lepsze pod względem oferty z Premier League i ligi portugalskiej. „To zadecydowało” — stwierdził później Ricardo Moniz, trener Salzburga. W ekipie aktualnego mistrza Austrii Jonathan jest podstawowym piłkarzem, strzela średnio dwa gole w trzech meczach i uchodzi za prawdziwego lidera drużyny. Katalończyk we wrześniu skończy 28 lat. Przed nim góra cztery sezony na najwyższym poziomie. To akurat wystarczający czas, żeby zaliczyć jeszcze jeden upadek i jeden wzlot.

TO JA, JONATHAN

Gdy w wyszukiwarce Google wpiszemy imię i nazwisko bohatera tego tekstu, zostaniemy zasypani odnośnikami do filmiku z krzykliwym tytułem „najgorzej wykonany rzut karny w historii”. Chociaż tytuł jest w oczywisty sposób przesadzony, to trzeba jednak z kronikarskiego obowiązku przyznać, że Katalończyk w meczu z Austrią Wiedeń rzeczywiście „jedenastkę” wykonał w sposób przerażająco zły — futbolówka przeleciała kilkanaście metrów nad poprzeczką.

W wyszukiwarce znajdziemy też bardzo dużo linków do innego wyczynu Jonathana Soriano. Napastnik nie mógł wystąpić w niedawnym meczu z Wolfsbergerem z powodu narodzin córki. Gdy dziewczynka przyszła na świat, zawodnik wskoczył do samochodu przyjaciela, pognał na stadion, w drodze pisząc SMS-a do rzecznika klubu z prośbą o poinformowanie trenera, że chciałby jednak zagrać. Hiszpan wszedł na murawę w drugiej połowie, przy stanie 2:2 i ustrzelił hat tricka, dając swojej ekipie zasłużone zwycięstwo.

Ciekawe, czy za dziesięć lat Soriano zapamiętamy jako niesamowitego ojca, który narodziny córki uczcił w najlepszy możliwy sposób, czy może jako jednego z największych partaczy rzutów karnych. Jako króla strzelców drugiej ligi, czy spektakularnie zmarnowany talent?

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *