Złudne nadzieje

Autor: Barbara Bardadyn

Éric Abidal stał się wielkim symbolem zwycięskiej walki z rakiem, symbolem przezwyciężania przeciwności, wytrwałości w dążeniu do celu. Jego celem był nie tylko powrót do zdrowia i normalnego życia, ale również powrót do gry w piłkę. Operujący go lekarze mówią o cudzie, o medycznym fenomenie. Dziś nie ma absolutnie żadnych przeciwwskazań do tego, by 34-letni francuski obrońca nie mógł uprawiać futbolu. Mało tego. Gdy na początku kwietnia wrócił na boisko, za każdym razem gdy dostawał szansę gry, w ogóle nie odstawał poziomem od swoich kolegów, walczył jak każdy. Bezsprzecznie to on był największym bohaterem Barcelony w tym sezonie — wygrał wszak najważniejszy mecz w swoim życiu. Triumfował, lecz szybko spotkał go bolesny zawód.

Abidal wrócił do formy, toteż wydawało się, że Barςa — w końcu „więcej niż klub” — promująca wartości, których ucieleśnieniem jest właśnie Francuz, zechce zatrzymać piłkarza w składzie drużyny, nagradzając go za włożony trud i wysiłek, ale też stawiając go za wzór dla innych. Nic takiego nie nastąpiło. Decyzja władz FCB spadła na zawodnika jak grom z jasnego nieba. „Chciałem nadal występować w Barcelonie, ale klub widzi to inaczej” — mówił łamiącym się głosem. Abidal chce grać w piłkę, jednak nie włoży już więcej koszulki blaugrana. Szefowie katalońskiego klubu zupełnie niespodziewanie pozbawili go tej szansy, zasłaniając się mętnymi argumentami. „Nie będę dokonywał analizy aspektów piłkarskich, jest to profesjonalna decyzja, która łączy wiele elementów. Proces był długi, a decyzja bardzo trudna do podjęcia” — tłumaczył Andoni Zubizarreta. Nagabywany raz i drugi Sandro Rosell też nie podał klarownych powodów. „Kiedy szczególną sympatią darzysz osobę, której musisz powiedzieć, że nie, to sprawia, że jest to podwójnie albo nawet potrójnie trudne. Bo najłatwiej jest powiedzieć, że tak” — w ten sposób od odpowiedzi uciekał prezydent Barςy.

Klub zaproponował Abidalowi stanowisko dyrektora wszystkich szkółek Barcelony na świecie. Piłkarz grzecznie podziękował i zapowiedział, że nie ma zamiaru wieszać butów na kołku. „Spokojnie mogę grać do 36. roku życia, tak więc zostało mi jeszcze sześć lat” — zdobył się na żart i uśmiechnął się jedyny raz podczas godzinnego spotkania z mediami. Raz za razem podkreślał, że czuje się doskonale i powtarzał, że nie spodziewał się takiej decyzji. W jego głosie ewidentnie słychać było rozgoryczenie i rozczarowanie. I nic dziwnego, bo przecież nie dalej jak pół roku temu, kiedy był już bardzo blisko powrotu na boisko, jeden z wiceprezydentów klubu, Josep Maria Bartomeu, zapewniał w stacji „Rac1”, że „nowy kontrakt zawodnika jest już przygotowany i zostanie podpisany, gdy tylko zagra pierwszy mecz po powrocie”. Zagrał pierwszy, drugi, trzeci… a klub nawet nie zająknął się o przedłużeniu umowy. Karmiony złudnymi nadziejami Francuz przeczuwał co się święci. „Skoro jeszcze do mnie nie zadzwonili, to znaczy, że nie chcą, bym dalej grał” — mówił zrezygnowany na początku maja. Po co w takim razie te szumne zapowiedzi o przedłużeniu kontraktu? Co zmieniło się przez kilka miesięcy? Co spowodowało taką, a nie inną decyzję klubu? Prawdę zna tylko Abidal.

License

¡Olé! Magazyn - Numer 2/2013 Copyright © 2013 by ¡Olé! Magazyn. All Rights Reserved.

Feedback/Errata

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *